Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 493 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O mnie

Dziennikarka, współwłaścicielka firmy produkującej naturalne kosmetyki Pat&Rub by Kinga Rusin ale przede wszystkim mama dwóch dziewczynek, Poli i Igi. Zadebiutowała jako spikerka w Programie Pierwszym TVP. W swoim zawodowym życiu przeprowadzała wywiady ze znanymi ludźmi, robiła reportaże, felietony i materiały newsowe, pisała artykuły do gazet, była korespondentem radiowym. Przez cztery lata mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Od 1998 roku związana z telewizją TVN, gdzie w parze z Bartoszem Węglarczykiem współprowadzi weekendowe wydania programu Dzień Dobry TVN.

O moim bloogu

Będę pisać o wszystkim co mnie zastanawia, bulwersuje, wzrusza i inspiruje

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Kategoria: PO GODZINACH

KAJT a konkurs piękności

środa, 03 kwietnia 2013 11:35

 

Kiedy pakuję do plecaka kajty i zabieram pod pachę deskę nie interesuje mnie, czy mój piankowy strój oraz potargana wiatrem i zmoczona słoną wodą fryzura będą się dobrze prezentować na zdjęciach. Nie zastanawiam się też nad tym, czy gdzieś za parawanem nie przyczaił się ktoś z aparatem. Pływam i tylko to się wtedy dla mnie liczy. Mam w końcu prawo swobodnie się poczuć na wakacjach.

 

W jednym z portali mogę właśnie obejrzeć moje zdjęcia zrobione z ukrycia na jednej z plaż, parę sezonów i „kilka kilogramów” temu. Wyglądam jak każdy, kto kilka godzin spędził w wodzie. Na twarzy widać zmęczenie, ciężko otworzyć oczy podrażnione słoną wodą i ostrym słońcem, włosy przylepiają się do głowy. Nie mam makijażu, ani balowej sukni, co wielu internautów, sądząc po wpisach, dziwi. A ja, choć zła, że ktoś naruszył moją prywatność, patrząc na te zdjęcia nie mogę się doczekać, kiedy znów będę pływać. I najmniej martwię się o to, czy będę wtedy dobrze wyglądać. Ja w konkursie piękności nie startuję!

 

 

Całkiem niedawno myślałam, że zbliżając się do czterdziestki niczego nowego już raczej nie doświadczę. Na naukę ponoć nigdy nie jest za późno, ale nie wiem czy powiedzenie to dotyczy sportów, a tym bardziej tych ekstremalnych. Ale dałam sobie szansę. Początki mojej przygody z kitesurfingiem były trudne. Myślałam, że nigdy nie opanuję manewrów latawcem i nie skoordynuję tego z deską. Ale nie poddałam się. Codziennie rano zaciskałam zęby, zakładałam kask, patrzyłam z brzegu na tych, którzy bez mniejszego wysiłku mknęli po falach i mówiłam sobie, że skoro oni mogą, to ja też! Pamiętam dziecięcą radość, kiedy udało mi się przepłynąć pierwsze sto metrów. Teraz to brzmi śmiesznie, ale wtedy czułam się, jakbym dokonała czegoś wyjątkowego. Potem było pływanie w prawo i w lewo, nauka zwrotów, pierwsze i bardzo skromne podskoki. Mistrzem już nie zostanę, ale frajdę mam z tego gigantyczną!

 

 

 

Patrzę z podziwem i wielką dumą na młodych polskich zawodników, którzy od początku istnienia tej dyscypliny sportu są w jej ścisłej, światowej czołówce. Czy wiecie, na przykład, że obecną Mistrzynią Świata w kitesurfing free style jest Polka, Karolina Winkowska!? Free style to bardzo trudna i niebezpieczna konkurencja, gdzie zawodnicy wykonują nieprawdopodobne skoki i robią ewolucje, które wydają się zaprzeczać prawom grawitacji. Karolina była też bezkonkurencyjna na rozpoczynających właśnie nowy sezon, pierwszych zawodach pucharowych w Maroko.  Wielkie gratulacje! Szkoda, że nie mogliśmy o tym przeczytać w polskiej prasie, ani obejrzeć chociażby finału Mistrzostw Świata w telewizji, a wieść rozeszła się pocztą pantoflową wśród znajomych.

 

Karolina Winkowska

 

Kitesurfing to młody sport. Zawodowcy, jeszcze niedawno byli tylko napalonymi amatorami. Trenerów właściwie brak, a zawodnicy uczą się i poprawiają nawzajem. To naprawdę wzruszające patrzeć na taką przyjacielską rywalizację. Zresztą na tzw. spotach kajtowych czyli miejscach przeznaczonych do uprawiania tego sportu też jest szalenie miło. Wszyscy się pozdrawiają, pomagają sobie, w większości są tolerancyjni wobec tych, którzy popełniają na wodzie błędy. Z nieukrywanym podziwem podpatrują lepszych. Tam w zasadzie nie ma znaczenia kto kim jest i co robi. Najważniejsza jest siła wiatru i rozmiar latawca. Idealne antidotum na zwariowany świat, który mamy wokół nas na co dzień.

 

Narty wstawiam do komórki. Wyciągam swojego kite’a i z niecierpliwością czekam na słońce i wiatr;)

 

 


Podziel się
oceń
207
91

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kategoria: PO GODZINACH

Zanzibar

czwartek, 03 stycznia 2013 10:32

 


 

Nareszcie sieć wifi w moim hotelu zadziałała na tyle skutecznie żebym mogła wysłać wszystkim czytelnikom noworoczne życzenia i pozdrowienia. Wielu słonecznych dni w życiu i w sercu!

 

Jestem na Zanzibarze. Żaden ze mnie wielki podróżnik, bo w Afryce jestem po raz drugi i to po raz drugi nie na kontynencie tylko na wyspie. Miało wiać i miałam pływać na kajcie ale, jak to bywa z prognozami, nie zawsze się sprawdzają. Zamiast pływania jest  zwiedzanie i duża lekcja pokory.

 

Kiedy człowiek, zmęczony kilkunastoma godzinami podróży prześpi drogę z lotniska do hotelu, a oczy otworzy dopiero na zanzibarskiej plaży będzie miał wrażenie, że oto znalazł się w Raju. Obłędny lazur wody delikatnie odcina się od błękitu nieba i cudownie kontrastuje ze śnieżnobiałym piaskiem. Można usiąść w cieniu rosnącej na brzegu palmy i zastygnąć w błogim bezruchu na wiele godzin. Jeżeli by nie ruszać się z hotelu taki obrazek zachowa się w pamięci do końca życia.

 

 

 

Jakże inaczej wygląda rzeczywistość za hotelowymi murami… Wzdłuż dwóch asfaltowych dróg biegnących po prawej i lewej stronie wybrzeża toczy się zwykłe życie. W ciągu zaledwie 10 lat Zanzibar prawie potroił liczbę mieszkańców, z których 90% żyje w skrajnym ubóstwie, bez prądu, kanalizacji czy nawet porządnego dachu nad głową. W interiorze można jeszcze zobaczyć tradycyjne wioski, gdzie ściany chat zrobione są z gliny a ich dachy pokryte liśćmi palmowymi. Nie są to jednak skanseny pozostawione na potrzeby turystów, ale miejscowa norma. Zresztą to nie te chaty szokowały najbardziej, ale ich współczesne „ucywilizowane” wersje z szarej, dziurawej cegły i dachem z falistej i zazwyczaj mocno zardzewiałej blachy.

 

 

 

Dom na domu, dach przy dachu, w środku zaduch, zamiast łóżka klepisko, często zalewane wodą podczas padających tu obficie deszczy. Ponoć slamsy na całym świecie niewiele się od siebie różnią, ale te na rajskich „wyspach” (bo podobnie jak na Zanzibarze jest na Mauritiusie, na Dominikanie, czy na Malediwach) wywołują sprzeciw wyjątkowy. Ciągnące się kilometrami wokół głównego miasta Zanzibaru blaszane miasto od rajskich plaż dzieli nierzadko zaledwie kilkaset metrów.

 

 

Zanzibar żyje z handlu uprawianymi tu w dużych ilościach przyprawami, ale przede wszystkim z turystyki. Jednocześnie bieda i rabunkowa gospodarka zdają się to miejsce unicestwiać. Rafa koralowa, na którą dojeżdża się zaopatrzoną w silnik spalinowy drewnianą, lokalną odmianą dżonki, zamiast zachwycać przeraża. Resztki żyjących jeszcze koralowców otoczone są prawdziwymi cmentarzyskami tych martwych. Kolorowe rybki jeszcze widać, ale trzeba mieć sporo cierpliwości, żeby się przebić przez zgromadzony wokół ostatnich fragmentów rafy tłum innych turystów.

 

Wielka atrakcja wyspy czyli pływanie z dzikimi delfinami przypomina raczej polowanie na nie. W zatoce, gdzie żerują, dziesiątki łodzi czekają tylko na pojawienie się na powierzchni wody charakterystycznej płetwy i ruszają zbitą ławą w pogoń, zrzucając po drodze z burty zaopatrzonych w maski i płetwy, żądnych przygód gości. Ponieważ wyspa licząca obecnie milion mieszkańców pozbawiona jest całkowicie kanalizacji i oczyszczalni ścieków, łatwo się domyśleć jak się je utylizuje…

 

 

 

Pamiętam cykl reportaży WWF, o miejscach bezmyślnie niszczonych przez człowieka. Pamiętam ile razy robiło mi się przykro i wstyd, ile razy byłam zszokowana. Nie wiem czy jest skuteczny sposób na to, żeby pomóc i ludziom i przyrodzie jednocześnie. Zahamować dewastację i rabunkową gospodarkę ale jednocześnie zapewnić minimum socjalne tym, którzy po prostu chcą przeżyć.

 

 

 

Mieszkańcy Zanzibaru mają szczęście, że, w zasadzie dziko rosną tu najsmaczniejsze jakie w życiu jadłam owoce, że klimat jest łagodny, że świeci słońce, a do błękitnego i cały czas jeszcze pełnego ryb oceanu jest z każdego miejsca wyspy bardzo blisko. Życzę im jak najlepiej i mam nadzieję, że da się pogodzić interesy i ich i turystów, że rafa nie zostanie unicestwiona do końca, a wymęczone delfiny nie poszukają innych miejsc na żerowanie. Chciałabym tu za jakiś czas móc wrócić i nie poczuć ukłucia w sercu.

 

 

 

 

Ps. A tu dowód na to, że pieniądze na marketing Polski zostały naprawdę dobrze wydane;)

 

 


Podziel się
oceń
591
143

komentarze (128) | dodaj komentarz

  • dodano: 27 września 2013 9:53

    Witam Pani Kingo, postanowiłam napisać, ponieważ zdałam sobie dziś sprawę z tego, jaki krzywy obraz Pani osoby wyhodowałam sobie w głowie... a dziś przypadkiem odwiedziłam Pani bloga i... jestem zaskoczona, bo jest Pani silną, mądrą kobietą, realizuje Pani siebie i potrafi odpierać zarzuty i ataki w sposób godny pozazdroszczenia i z całą pewnością poniższy cytat odzwierciedla Pani osobę.
    Rób swoje i bądź sobą, to jest w porządku.
    Anthony de Mello Powodzenia i dużo radości.

    autor Kobieta

    blog: nie prowadzę:-)

  • dodano: 17 czerwca 2013 16:30

    Euro 2012 widać pojawiło się na każdym krańcu świata.

    autor Kamo

    blog: http://lubieblyskotki.blog.pl/

  • dodano: 24 kwietnia 2013 16:43

    Super zdjęcia :) piękne miejsce :) figury tylko pozazdrościć

    autor podróżniczka

    blog: http://www.forum-lotnicze.pl

  • dodano: 29 marca 2013 18:15

    czy moja wiadomość doszła?

    autor taka ja

  • dodano: 29 marca 2013 18:10

    Wiem,że to głupie co napiszę...ale jeśli wyrzuca Pani swoje stare ubrania to chętnie bym je wzięła.,albo po dzieciach.Mam trudną sytuację .Proszę.
    Jeśli się Pani zgodzi to zostawię swojego meila.
    Pozdrawiam .

    autor taka ona

komentarze (128) | dodaj komentarz

Kategoria: PO GODZINACH

W Wigilię wrzuć na luz

czwartek, 20 grudnia 2012 15:06

 

Postanowiłam od słów przejść do czynów i osobiście sprawdzić czy możliwe jest przygotowanie pysznych, zdrowych, świątecznych dań w 5 minut. Nie namawiam nikogo do sprzeniewierzania się tradycji. Natomiast z całą pewnością jest to alternatywa dla tych, którzy nie potrafią przygotować wigilijnych dań zgodnie z przepisami babci, albo nie mają siły ani chęci, żeby to robić. Szczerze podziwiam tych wszystkich, którzy potrafią zrobić pierogi z cieniutkiego ciasta, cierpliwie czekać aż dojdzie zakwas na barszcz, zrobić prawdziwą galaretę z rybich głów i kręgosłupów, ukręcić kutię. A na końcu poddać się surowej ocenie np. dawno nie widzianej rodziny. Dla mniej odpornych i mniej cierpliwych takie wyzwanie może być ponad siły. Stąd mój pomysł. Niech święta będą cudownym wspomnieniem dla wszystkich, również dla tych, którym akurat przypada dyżur w kuchni;). Życzę smacznego.

 

//

 

 

//

 


//

 

Przepisy słowami

 

 

 

 


Podziel się
oceń
64
51

komentarze (28) | dodaj komentarz

  • dodano: 24 kwietnia 2013 14:22

    fajny blog Pani Kingo. gratulacje

    autor anna

    blog: www.ekonom.pl

  • dodano: 06 stycznia 2013 18:57

    Pani Kingo, podziwiam Panią jako osobę . Jest Pani dla mnie wzorem .

    autor Bavanna

  • dodano: 04 stycznia 2013 21:00

    łatwo robić wymyślne potrawy jak ma się na nie kasę, ja nie mam nawet na tego łososia, a co dopiero na wyjazd do Zanzibaru ...ehhh życie

    autor dlaczego tak jest??????????

  • dodano: 04 stycznia 2013 10:16

    autor rozi

    blog: pawel

  • dodano: 04 stycznia 2013 10:12

    Pani Kingo wygląda Pani świetnie pozdrawiam Paweł

    autor rozi

    blog: pawel

komentarze (28) | dodaj komentarz

Kategoria: PO GODZINACH

"MOJA" AMERYKA

wtorek, 11 grudnia 2012 11:17

wpis z 8.08.2012

 

Dziękuję za zainteresowanie:). Blisko 200tys. odsłon w ciągu kilku godzin zrobiło na mnie duże wrażenie! Jeszcze większe wrażenie zrobiła dyskusja, która cały czas ma miejsce pod moim wpisem o wycieczce do Stanów. Wiedziałam, że wsadzę kij w mrowisko…;-). Ponieważ zawrzało, czuję się w obowiązku odnieść do części wpisów.

 


Po pierwsze, mojej opinii o Stanach nie zbudowałam na podstawie jednej wizyty w Nowym Jorku. Pierwszy raz przyjechałam do Ameryki w 1984 roku, jako nastolatka. Wtedy mogłam naprawdę bezkrytycznie zachłysnąć się wszystkim co tu zobaczyłam, bo przyjechałam z biednej Polski, w której nie było dosłownie nic. I, tak, Stany zrobiły na mnie piorunujące wrażenie, z tymi ogromnymi samochodami, drapaczami chmur, sklepami pełnymi wszystkiego, z ludźmi, którzy byli otwarci i bardzo ciekawi opowieści zza żelaznej kurtyny. Przyjechałam na występy z Dziecięcym Zespołem Pieśni i Tańca Varsovia, na zaproszenie amerykańskiej Polonii, której dużą część stanowili wtedy emigranci stanu wojennego, stęsknieni za wszystkim co polskie. Nigdy nie zapomnę występów w Lincoln Center, w sercu Nowego Jorku, kiedy cała sala, płacząc, na stojąco odśpiewała z nami „Płynie Wisła, płynie”, i nigdy nie zapomnę jak wtedy zabrzmiały, wykrzyczane niemalże słowa, „A dopóki płynie Polska nie zaginie!”. Taki jest początek moich amerykańskich wspomnień.

 

 

Ameryka przygarnęła wtedy Polaków, którzy oparli się reżimowi  i, delikatnie rzecz ujmując, zostali z ojczyzny wyproszeni. Emigrantów stanu wojennego spotkałam wiele lat później, kiedy przeprowadziłam się na blisko 4 lata do Waszyngtonu. Wielu z nich bardzo dobrze sobie poradziło, bo „nowa ojczyzna” dała im szansę, a oni z niej skorzystali. Wśród nich są moi serdeczni przyjaciele do dnia dzisiejszego, wykładowcy uniwersyteccy, tacy jak prof. Jerzy Różyłło, doradcy Banku Światowego jak prof. Bartek Kamiński, wybitni dziennikarze, jak Maciek Wierzyński czy Jarek Anders. To oni i ich opowieści wpłynęły w dużej mierze na mój stosunek do Stanów. Ale na Amerykę mogłam też spojrzeć własnymi oczyma. Robiąc reportaże, zwiedziłam sporą część tego kraju, widziałam środkowy zachód, gdzie czas jakby się zatrzymał i gorące południe, gdzie wciąż czuje się klimat rasowych podziałów. „Moja” Ameryka to nie tylko Manhattan! Zgadzam się, że nie można niczego powiedzieć o Stanach, jeżeli było się tylko na krótkiej wycieczce w Nowym Jorku i to wyłącznie na Manhattanie, bo to miejsca dla Ameryki bardzo mało reprezentatywne. Tak się akurat składa, że jestem teraz na Manhattanie i zachwycam się tym, co mi oferuje ( a oferuje bardzo dużo, od wypchanych dziełami sztuki muzeów, po niesamowite przedstawienia na Broadway’u, zapierające dech w piersiach spektakle tańca współczesnego, street art, koncerty i niezliczoną ilość najróżniejszych restauracji, mogących zaspokoić nawet najbardziej wybrednych smakoszy).

 


 


Będąc tu zaledwie na krótką chwilę, cały czas pamiętam, co jest poza granicami tego miejskiego molocha. Pamiętam moją podróż do malowniczych i dzikich Catskills Mountains, zaledwie parę godzin jazdy samochodem stąd. Pamiętam wycieczkę na północ, do rezerwatów Indian, którzy korzystając z rządowych przywilejów pozakładali nieopodatkowane kasyna. Pamiętam Woodstock, przemysłowe Detroit i Cleveland, St. Paul-Minneapolis, czy Buffalo. Pamiętam Knoxville w stanie Tennessee, w którym nie dzieje się nic specjalnego, poza doroczną walką amatorów na gołe pięści i urocze Santa Fe pod granicą meksykańską. Robienie reportaży to nie była jedyna praca jaką w Ameryce wykonywałam, bo gdyby tak było może faktycznie mój obraz tego kraju byłby niepełny. Jako studentka przyjechałam tu na językowe kursy wakacyjne, a zarabiałam na nie opiekując się dziećmi. Przez blisko 3 miesiące mieszkałam z ludźmi, którzy byli typowymi przedstawicielami amerykańskiej średniej klasy. Poznałam wtedy nie tylko ich, ale też wielu Polaków, którzy ciężko pracując marzyli o lepszym życiu w kraju. I wielu z nich to się udało. Poznałam też takich, których plany wydawały mi się wtedy totalną utopią. A jednak… Moja przyjaciółka Agnieszka, tak jak planowała nostryfikowała swój dyplom z medycyny i jest teraz wybitnym kardiologiem, z prywatną praktyką w Chicago. Bo Ameryka cały czas daje szansę tym, którzy chcą z niej skorzystać…

 

 

Za chwilę pojedziemy pociągiem do Waszyngtonu, który pokochałam dopiero w połowie czteroletniego w nim pobytu. Na początku wydawał się odpychający, kostyczny, zasadniczy, ograniczony, ale dzięki cudownym, poznanym tu ludziom dał się oswoić i stał się poniekąd moim drugim domem. Po Waszyngtonie mogłabym oprowadzać wycieczki, znam tu, może nie każdą, ale wiele uliczek, znam zaułki, muzea, restauracje. Ostatni raz odwiedziłam Waszyngton, razem z moją mamą i córkami 7 lat temu. Jestem ciekawa czy i jak się zmienił. Opuszczam Nowy Jork cały czas nie mogąc wyjść z podziwu dla tego, co udało się jego władzom tu zrobić. Pamiętam dobrze Nowy Jork sprzed blisko 17 lat. Jeżeli ktoś twierdzi, że teraz jest niebezpieczny i brudny to powinien się przenieść w czasie o te kilkanaście lat. Nie wiem jak tego dokonali merowie miasta – Giuliani i Bloomberg, ale zmieniło się tu naprawdę dużo. Kiedyś wyprawa na daleki Harlem była trochę jak survival w dżungli, teraz pojechałam tam metrem razem z córką, do kościoła baptystów na Convent Street i nawet przez chwilę nie miałyśmy poczucia jakiegokolwiek zagrożenia. Zaskoczyła mnie też, niegdyś portowa dzielnica Tribeca. Odkąd postanowił zainwestować tu swoje pieniądze Robert De Niro, budując, razem ze wspólnikami piękny hotel Greenwich, tworząc Centrum Filmowe, a w nim słynny festiwal, to miejsce po prostu kwitnie. Nieopodal, dosłownie w oczach rośnie nowe World Trade Center, dookoła jest mnóstwo klimatycznych knajpek i kawiarni, a atmosfera przypomina trochę Paryż. Nie do poznania jest też teraz „polski” Greenpoint. Z dzielnicy biednych emigrantów wyrasta na jedno z najmodniejszych miejsc w mieście. Nowoczesne budynki, które tu powstają będą miały jeden z najlepszych i najpiękniejszych widoków na Manhattan. Nic dziwnego, że deweloperzy liczą na tych, którzy na Brooklinie szukają teraz spokojniejszej, od zatłoczonego centrum przystani. Poza widokiem, dostaną na Greenpoincie idealną lokalizację, zaledwie długość mostu od ścisłego centrum Manhattanu.

 


Wyjeżdżam teraz z Nowego Jorku, ale przy swoim zdaniu pozostanę: może i jest to miasto wielu kontrastów, w którym bogactwo spotyka się z biedą, luksus z brudem, biedni emigranci żyją obok oderwanych od rzeczywistości miliarderów, w którym jest tłoczno i potrafi być nieznośnie duszno, ale nigdzie indziej życie nie tętni tak, jak tu. Tu nie sposób się nudzić, chociaż „miasto, które nigdy nie śpi” może też porządnie człowieka wymęczyć.

To może na zakończenie powtórzę tylko: dobrze się w Stanach czuję i lubię tu wracać. Tym właśnie chciałam się podzielić zamieszczając wpis i zdjęcia z Nowego Jorku;-). Ps. Wszystkie zdjęcia są autorstwa mojej córki Igi (dziękuję:-))


Podziel się
oceń
49
6

komentarze (6) | dodaj komentarz

  • dodano: 31 października 2013 20:53

    Pani Kingo Ameryka, w szczególności NY to miasto dla ludzi z pasją takich jak Pani sup!

    autor ewa

  • dodano: 04 czerwca 2013 14:29

    Lubie Cię, Kinga

    autor Jarek

  • dodano: 03 marca 2013 18:10

    I jeszcze jedno, Ameryka odkłada prawda? Patrząc na zdjecia nie mam wątpliwości :)))

    autor Margaret

  • dodano: 03 marca 2013 18:08

    Kingo, wspaniale czyta sie bloga. Od razu chcialam zaznaczyc ze jestem twoja wielka i oddana fanka!
    Mieszkam w Nowym Jorku od dwóch lat. Wyjechałam z kraju dwa dni po obronie pracy magisterskiej przeczuwajac niestety, ze w Polsce nie zrealizuje sie tak jak o tym marze i niestety miałam racje.
    Zgadzam sie ze wszystkim o czym jest mowa wyżej, Ameryka daje wiele możliwości i od nas zależy czy mamy tyle wytrwałości i motywacji aby to wykorzystać. Washington rownież wydaje mi sie troszkę snobistyczny ale mimo to uwielbiam tam wracać... I za każdym razem robi piorunujace wrażenie.
    Doskonale rozumiem zachwyt Igi nad ludźmi w Ameryce, są inni, są otwarci i uśmiechnięci często bez szczególnego powodu. Ale czy tak nie jest lepiej żyć? Nie ma tendencji do szukania drugiego dna we wszystkim i wynajdywania problemów ;)
    Uwielbiam tu żyć!
    Sle pozdrowienia i trzymam kciuki cokolwiek Kingo masz w zamiarze!
    Xxx

    autor Margaret

  • dodano: 15 lutego 2013 9:48

    Heh,
    Ameryka to taki piękny kraj...

    Może dziwnie i śmiesznie to zabrzmi, ale też śmiało

    mówię:"Moja" Ameryka ,choć w życiu tam nie byłam...

    Nie byłam w tym wcieleniu, ale w poprzednim NA PEWNO.

    A dlaczego tak uważam?

    Otóż od czasów podstawówki marzyłam o Ameryce.

    Chciałam tam żyć.

    Tęskniłam za nią.

    Nawet wymyśliłam sobie autograf ,który zaraz po parafce miał

    czytelny napis Hollywood ;-)

    Jestem przekonana,że koleżanki i koledzy doskonale tę moją

    dziwaczność pamiętają ;)

    I wiecie co?

    Nadal tak czuję, choć już 37 wiosenka się zbliża.

    Gdy tylko mowa jest o Ameryce, od razu moje serce rośnie.

    Nie umiem tego wytłumaczyć. Tak po prostu mam.

    Wiem na pewno,że kariery to ja tam już nie zrobię, za stara

    jestem i talentu brak.(?)

    Co więcej nie znam języka.

    Dopiero 2 tyg. temu podjęłam się samouczenia -

    nieskromnie powiem -z zadowalającym skutkiem.

    Niemniej jednak wierzę,że uda mi się spełnić moje marzenie

    i zobaczę kraj, za którym tak tęsknię...

    Kingo, szczerze rozumiem , co czujesz ,pisząc o Ameryce ;)

    Pozdrawiam
    Marzena

    autor kongoset

komentarze (6) | dodaj komentarz

Kategoria: PO GODZINACH

Wakacji ciąg dalszy

wtorek, 11 grudnia 2012 11:00

wpis z 6.08.2012

 

 

 


Wracam tu kiedy tylko mam okazję. Kocham Stany za wielokulturowość, za tolerancję, za uśmiech zwykłych ludzi na ulicy, za bezinteresowną życzliwość, za to, że to wciąż kraj który daje szansę. Długo można by dyskutować o tym, jaka Ameryka jest, co w niej może drażnić, o tym, co przeciętny Amerykanin wie, a czego nie wie. Często jestem świadkiem takich dyskusji i zawsze wtedy wolę milczeć. Każdy ma swoje doświadczenia i przemyślenia. Ja z czteroletniego pobytu w Ameryce mam w zasadzie same pozytywne wspomnienia i kiedy wysiadam tu z samolotu po prostu się uśmiecham. Kiedyś zapytałam moje córki, co najbardziej podobało im się w Stanach (a zobaczyłyśmy wtedy naprawdę dużo…), odpowiedziały zgodnie, że „mili ludzie”. I coś w tym jest:). Ps. Zdjęcia z Nowego Jorku są autorstwa mojej 13-letniej córki.



Podziel się
oceń
33
6

komentarze (3) | dodaj komentarz

  • dodano: 27 listopada 2013 7:12

    autor:Anna
    Cyt.:" Myślę, że my Polacy powinniśmy uczyć się amerykańskiego pozytywizmu,"

    "Pozytywizm" to kierunek w filozofii i literaturze.
    Znów jakaś nowomowa :/ czy nie lepiej powiedzieć :'Pozytywne nastawienie do życia', 'optymizm' zamiast tworzyć te hybrydy słowne?
    A co to takiego "amerykański pozytywizm"?

    autor polski język obcy

  • dodano: 02 marca 2013 11:02

    To prawda, że większość ludzi w Ameryce jest jakby z innej planety. Myślę, że my Polacy powinniśmy uczyć się amerykańskiego pozytywizmu, uśmiechu oraz radości życia. Zawsze, kiedy zapytamy Amerykanina co słychać, zawse z uśmiechem odpowie fine, wszystko wspaniale, natomiast Polak - stara bieda. Moja rada dla Polaków - codzinnie rano, gdy wstaniesz, podczas porannej toalety podejdź blisko lustra w łazience , uśmiechnij się do siebie i powiedz do odbicia w lustrze. Kocham cie , bardzo cię kocham, naprawdę bardzo bardzo cię kocham! WIem, brzmi to absurdalnie, ale to wspaniała metoda bardzo prosta i zajmuje zaledwie kilka sekund, natomiast jest zapowiedzią cudownego dnia. Ach jest jeszcze wiele innych technik, dzięki któym możemy czuć się szczęśliwi. Na razie testuję je na sobie i piszę na ten temat książkę, wierzę, że dzięki nim ludzie zaczną myśleć w inny określony sposób, na miarę amerykańskiego snu. Bardzo Panią pozdrawiam i według mnie jest Pani przykładem takiego pozytywnego Amerykanina, a to bardoz ważne, by zarażać ludzi swoją pozytywną energią. :)

    autor Anna

    blog: www.kochammarysie.pl

  • dodano: 06 lutego 2013 13:13

    Wspaniale napisane Pani Kingo uwielbiam czytać Pani wspomnieniach z USA i całkowicie się zgadzam to piękny kraj, który tworzą piękni wewnętrznie i wspaniali ludzie . Ja pomimo tego że w Stanach byłem tylko j raz w zeszłym roku ( spełnienie marzenia ) zwiedzając zachodnie wybrzeże - zachwycające miasta ; Los Angeles , San Francisco , szalone- ale pozytywnie- Las Vegas , St Monica czy Venice , najpiękniejsze na świecie parki narodowe . Pomimo całego zachwytu nad ogromem miast i pięknem przyrody i tak najbardziej urzekli mnie ludzie właśnie , ich życzliwość podejście do życia i do drugiego człowieka .A czytając Pani wpisy już mam ochotę na Nowy Jork (no to mam marzenie na następny rok :) jakby można było prosić o jakieś wskazówki np cały post gdzie według Pani najlepiej zjeść , wyjść na dobry koncert , pobawić się , zrobić udane zakupy co warto zobaczyć a o czym nie wspominają przewodniki jak wykorzystać maksymalnie czas spędzony w Nowym Jorku i w okolicach . Pozdrawiam serdecznie

    autor RAFI

komentarze (3) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 129 330  

FACEBOOK



INSTAGRAM

instagram.com/kingarusin




TWITTER

Video Prywatne

rozwin zwin