Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 242 918 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O mnie

Dziennikarka, współwłaścicielka firmy produkującej naturalne kosmetyki Pat&Rub by Kinga Rusin ale przede wszystkim mama dwóch dziewczynek, Poli i Igi. Zadebiutowała jako spikerka w Programie Pierwszym TVP. W swoim zawodowym życiu przeprowadzała wywiady ze znanymi ludźmi, robiła reportaże, felietony i materiały newsowe, pisała artykuły do gazet, była korespondentem radiowym. Przez cztery lata mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Od 1998 roku związana z telewizją TVN, gdzie w parze z Bartoszem Węglarczykiem współprowadzi weekendowe wydania programu Dzień Dobry TVN.

O moim bloogu

Będę pisać o wszystkim co mnie zastanawia, bulwersuje, wzrusza i inspiruje

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Kategoria: NA SERIO

Wspomóżcie budowanie mądrej Polski

sobota, 23 marca 2013 22:43

 

Czy wypełniliście już PIT’y? Liczę  na to, że podobnie jak ja, jeszcze nie. Dlaczego? Bo może uda mi się namówić Was na przekazanie 1% Waszych podatków Fundacji ABC XXI. Słyszeliście o niej? Pewnie nie, ale o akcji „Cała Polska Czyta Dzieciom”, mam nadzieję, że tak. Pomysłodawcą i siłą sprawczą jest właśnie wspomniana przeze mnie Fundacja. Zbyt skromna jak na dzisiejsze czasy, za mało chwaląca się swoim dorobkiem, za cicho mówiąca o tym, co robi i jakie to jest pożyteczne.

 

Wszystkie działania pro bono są z założenia dobre i szlachetne, chociaż jak pokazuje przykład fundacji Kidprotect i jej twórcy Jakuba Śpiewaka, nawet szlachetne intencje mogą prowadzić do mało szlachetnego finału. Mam tylko nadzieję, że ten niechlubny przykład nie zniechęcił Was do wspierania różnych społecznych inicjatyw.

 

 

Mówi się, że niebezpiecznie jest za kogoś ręczyć ale ja podejmę ryzyko. Ręczę za szlachetność, czystość intencji i uczciwość ABC XXI i jej założycielki Ireny Koźmińskiej. Skąd ta pewność? Poznałam Irenę i jej męża, ambasadora Jerzego Koźmińskiego blisko 20 lat temu w Stanach Zjednoczonych. Byłam dumna, że taki człowiek jak Koźmiński reprezentuje interesy Polski za oceanem. Wykształcony, oczytany, obyty, pracowity, zjednujący sobie w mig sympatię, nawet największych oponentów, no i niewiarygodnie skromny. To, między innymi on i jego subtelna i wyrafinowana dyplomacja wprowadzali nas do NATO. Jego żona Irena, chociaż by mogła, to nie spijała wyłącznie ambasadorskiej śmietanki. Zaczęła działać charytatywnie w zasadzie od pierwszego dnia swojego pobytu na placówce. Niestrudzenie zbierała pieniądze, a to na operacje polskich dzieci, których nikt u nas w kraju nie chciał się podjąć, a to na polskie szpitale, a to na placówki opiekuńcze, a to na kampanię do walki z rakiem piersi. Gdyby nie Irena nie byłoby ruchu różowej wstążeczki. To ona pierwsza wyszła z tym pomysłem, chociaż rak, i to szczególnie ten piersi, był u nas wtedy tematem tabu. W końcu założyła własną fundację.

 

(Ireno, Jurku wiem, że nie lubicie, kiedy wystawia Wam się laurki. Przepraszam, ale robię to z dobrych pobudek. Poza tym niewielu znam ludzi, którzy tak jak Wy na te laurki zasługują).

 

Fundacja miała od początku zajmować się zdrowiem dzieci. Zdrowiem emocjonalnym. Instytucji zajmujących się dziećmi chorymi już wtedy było u nas sporo. Irena miała i ma do dziś idee fix  - nauczyć dzieci świata prawdziwych wartości, propagować czytanie, od małego wychowywać mądrych, wrażliwych ludzi, świadomie podejmujących życiowe decyzje. „Mądrym społeczeństwem nie można manipulować. Mądrzy ludzie podejmują mądre decyzje.” – tak Irena tłumaczyła mi wiele lat temu wybór kierunku działania. Na fali różnorakiej edukacyjnej działalności fundacji powstała sztandarowa akcja Cała Polska Czyta Dzieciom, która obchodziła w zeszłym roku 10-lecie! Udało się namówić miliony Polaków żeby czytali swoim dzieciom minimum 20 minut dziennie, codziennie, żeby budowali przez to z nimi bliższe relacje, żeby pokazywali im alternatywę dla gier komputerowych, żeby przekazywali mądre treści i uczyli świata.

 

Irena Koźmińska zaraziła mnie od początku swoimi pomysłami. Jestem v-ce prezesem fundacji, ale to raczej tytuł honorowy, bo nie nadążam za Ireną i nie śmiałabym sobie przypisywać żadnych zasług. Nie wiem jak ona to robi i skąd czerpie energię. Jest od 15 lat bezgranicznie oddana swojemu pomysłowi. W pracy od rana do nocy, nie wiem kiedy śpi i wypoczywa. Fundacji oddała nie tylko swój czas, ale także swoje oszczędności, a kiedyś nawet dom, by wszyscy chętni do pomocy mieli gdzie pracować.

 

Fundacji jest coraz więcej. I dobrze! Ale też coraz większa jest między nimi rywalizacja o społeczne poparcie. Te które mają sponsorów mogą wieszać plakaty albo emitować reklamy w których zachęcają do oddawania 1% na ich statutowe cele. Im bardziej emocjonalny przekaz tym większy efekt. A jak tu chwycić za serce pozytywistycznymi hasłami? Dlatego postanowiłam trochę pomóc i zaapelować nie do serc, ale do rozsądku. Wspomóżcie budowanie mądrej Polski!

 


Podziel się
oceń
66
21

komentarze (11) | dodaj komentarz

  • dodano: 14 października 2013 14:25

    Zgadzam się. Warto znaleźć w okolicy dziecko, które naprawdę potrzebuje pomocy i wspomóc je bezpośrednio

    autor damian

    blog: http://doktorpit.pl/

  • dodano: 24 kwietnia 2013 16:36

    Przestałam ufać fundacjom po ostatnich aferach, przekazuję 1% na konkretne dziecko.

    autor maja

    blog: http://www.budowa-info.pl

  • dodano: 04 kwietnia 2013 16:10

    nie zgadzam sie z Fredem , nigdy książka dla mnie nie będzie przeżytkiem ,internet ,czyli ten szeroko rozumiany przekaz elektroniczny jest przesycony taką ilością beznadziejnych informacji i tekstów że tylko prawdziwe książki jeszcze nas jakoś ratują, od całkowitego zidiocenia ...Dawniej jak dzieciaki dużo czytały nie miały problemów z ortografią ,teraz bazuja tylko na emotkach w smsach a co drugi to dyslektyk...a zazwyczaj diaganoza dysleksji nijak ma się do rzeczywistości.. nie wyobrażam sobie zupełnego braku książek ,dużo rzyjmneij usiąć po kocykie z książą w ręce niż z laptope na kolanach i stacjnarnym komputrze już nawet nie wspomnę. Ja w swojej córce zaszczepiłam miłość do książek i pomimo swojego młodego wieku 9-ciu lat czyta już zapamiętale co cieszy mnie niezmiernie. Pod akcją " Cała Polska Czyta Dzieciom" podpisuje sie obiema rękami !!!

    autor Aneta

    blog: www.blogmocnodygresyjny.pl

  • dodano: 04 kwietnia 2013 11:51

    Tak trzymać Pani Kingo!
    Pozdrawiam
    i zapraszam na www.makelaweasier.com

    https://www.facebook.com/pages/Makelaweasier/612016845482392?fref=ts

    autor makelaweasier

    blog: www.makelaweasier.com

  • dodano: 01 kwietnia 2013 19:17

    DO PANI MARTY!
    WIDAĆ,ŻE I PANI NIE WYEDUKOWANA,MOŻE PANI POCZYTA I JUŻ NIE DZIECKU TYLKO SOBIE-NA POCZĄTEK O 1%.Z PEWNOŚCIĄ DOWIE SIE PANI,ŻE CHOĆ PIENIĄDZE POCHĄDZĄ Z PANI PODATKÓW NIKT ICH PANI NIE ZABIERA BO NIEPRZEKAZANE I TAK TRAFIĄ DO RZADU.

    autor zzzz

komentarze (11) | dodaj komentarz

Kategoria: NA SERIO

Bezstresowo

czwartek, 28 lutego 2013 12:49

 

Poniedziałkowa dyskusja w jednym z telewizyjnych programów publicystycznych dotyczyła, dla odmiany ;), związków partnerskich. Mnie natomiast, zastanowiła wypowiedź jej uczestnika, ale w zupełnie innym kontekście.

 

Dominikanin, o. Paweł Gużyński, występując, czego nie trudno się domyślić, przeciwko związkom partnerskim, użył dość karkołomnego ich porównania. Jego zdaniem „ze związkami będzie tak jak z wychowaniem bezstresowym... Dzisiaj wiemy, tamten pomysł był nietrafiony, a uwagi oponentów były słuszne”.

 

Wychowanie bezstresowe, zdaniem polskich przeciwników tej metody, przyszło, tak jak plaga stonki ziemniaczanej, prosto z Ameryki. Wdarło się siłą w nasz tradycyjny model wychowawczy i wszystko popsuło. Teraz nie dość, że mamy niewychowane dzieci, to, o zgrozo, za chwilę mogą one doprowadzić do legalizacji związków partnerskich! Bo wiadomo, że roślina gnije od korzenia.

 

W Ameryce mieszkałam przez cztery lata i mogłam się do woli napatrzeć na amerykański model wychowania. Tak, dzieci mówią tam głośno to co myślą i, co więcej, nikt nie każe im milczeć. To różnica zasadnicza. Są otwarte, łatwo wchodzą w interakcje nie tylko z rówieśnikami, ale również z dorosłymi, co niektórych może drażnić. Wydają się nie mieć kompleksów - i w domu, i w szkole dba się bowiem o to, żeby dziecko miało wysokie poczucie własnej wartości. Najprostszą drogą do jego zdobycia jest wychowanie w szacunku do dziecka właśnie.

 

Oczywiście uogólniam i lekko mitologizuję, zdając sobie jednocześnie sprawę z dziesiątków problemów, które społeczeństwo amerykańskie, tak jak każde inne, ma ze swoim najmłodszym pokoleniem. Dużo, tak jak wszędzie, zależy od miejsca urodzenia, statusu społecznego, warunków bytowych. Niemniej jednak, nigdzie indziej nie widziałam tylu radosnych, kontaktowych i miłych dzieciaków.

 

Pamiętam kiedy w 1997 roku przyjechał do Polski wybitny amerykański psychiatra i psycholog dziecięcy dr Ross Campbell, autor m.in. doskonałej książeczki wydanej pod polskim tytułem „Jak naprawdę kochać dziecko”. Podczas spotkania opowiedziałam mu jak Polacy definiują wychowanie bezstresowe: swoboda i całkowity brak wymagań i dyscypliny. – Nic bardziej mylnego! - prawie krzyknął w odpowiedzi doktor Campbell i wyjaśnił: wychowanie bezstresowe to takie, w którym dorosły eliminuje do minimum czynniki stresujące dziecko. Jak to robi? Wyznaczając granice, wprowadzając bardzo jasne zasady postępowania, których później konsekwentnie przestrzega. – Najbardziej zestresowane dziecko to takie, które nie wie jak postępować.

 

Gdyby wychowywać dzieci zgodnie z definicją bezstresowego wychowania dr Campbella, nie oglądalibyśmy zapewne żenujących scen ze szkół, kiedy uczniowie wsadzają nauczycielowi kubeł ze śmieciami na głowę (pamiętacie?). Nie byłoby też pewnie wielu kandydatów do wzięcia udziału w „Surowych Rodzicach”. Wychowanie bezstresowe wymaga wiedzy, chęci, cierpliwości i czasu, którego większość nie ma. Ponosząc klęskę, również tę wychowawczą, ludzie w naturalny sposób szukają usprawiedliwienia. Może więc dobrze, że nie wiedzą czym naprawdę jest bezstresowe wychowanie, bo nie mieliby na co zrzucić winy? Musieliby uderzyć się mocno w pierś i posypać głowę popiołem. A tak czują się rozgrzeszeni, bo przecież kupują komputery, dają na ubrania, wysyłają do szkół.

 

Dr Campbell, mówiąc o bezstresowym wychowaniu, wbrew obowiązującej w Polsce opinii, mówi jeszcze o dyscyplinie. Nazywa ją „dyscypliną pełną miłości”. Polega ona na ustaleniu takiego systemu nagród i kar, który nie narusza godności dziecka. W pełnej miłości dyscyplinie nie ma miejsca na krzyk, poniżanie, nie mówiąc o karach cielesnych. Jest za to jasno powiedziane, co jest dobre, a co złe i nie ma mowy o zmianie reguł w trakcie gry.

 

W tak zestresowanym społeczeństwie jak nasze, wychowanie bezstresowe, przynajmniej na razie, nie ma wielkich szans. Zestresowani rodzice wychowują zestresowane dzieci, a że zestresowane dziecko potrafi być i nieposłuszne, i krnąbrne, i niekulturalne to już inna sprawa. Wiemy też z historii (sugestywnie i dojmująco pokazuje to Michael Hanake w swoim filmie „Biała Wstążka”) do czego, przy „sprzyjających okolicznościach”, może doprowadzić wychowanie z dyscypliną w ręku rodzica.

 

Ani w jednym ani w drugim przypadku nie widzę jednak powiązania ze związkami partnerskimi.

 

P.s. Do ojca Pawła Gużyńskiego: wychowanie bezstresowe to pomysł jak najbardziej trafiony, jeżeli się wie, o co w nim chodzi. Może podobnie jest w przypadku związków partnerskich…?

 


Podziel się
oceń
332
291

komentarze (68) | dodaj komentarz

  • dodano: 19 maja 2013 14:37

    do Ireny "Krzywda kilkuletniemu czy kilkunastoletniemu sie nie stanie gdy dostanie pasem na dupe i odczuje ze boli, aby uniknac kolejnego pasa nie bedzie juz tak rozrabiac i pyskowac. Wiem co pisze, kilkuletni syn rozrabial, byl nieposluszny i nie bylo juz na niego sposobu, teraz wie co znaczy "bach, bach pas na dupe", siedzi spokojnie i wreszcie slucha sie rodziców."

    Według Pani dziecku nie dzieje się krzywda kiedy obrywa pasem? Otóż zaskoczę - dzieje się ogromna krzywda psychiczna. Jeśli rodzic zamiast wytłumaczyć dziecku co zrobiło źle- nawet po raz dziesiąty - sięga po pasek, to świadczy o braku cierpliwości i wyjątkowej niemocy rodzica. To jest JEGO porażka wychowawcza, a nie wina dziecka! Dziecko nadal nie wie co zrobiło nie tak, a ponadto ma ogromny żal do rodzica za to, że użył przemocy! Tak - użycie siły fizycznej zwłaszcza do słabszego od siebie, to jest przemoc! Polecam jeszcze raz przeczytać wpis Pani Kingi, bo najwyraźniej nie zrozumiała Pani ani jednego słowa odnośnie bezstresowego wychowania, które ma się opierać na dyscyplinie, wyznaczaniu granic, mądrości rodziców i poświęcania dziecku CZASU. Bo kiedy najłatwiej przyłożyć pasem? Kiedy nie ma się czasu na tłumaczenie dziecku popełnionych błędów. Jak się nie ma czasu na wychowywanie swoich dzieci i nie umie się tego robić bez bicia - to nie ma co się dziwić, że problem przemocy w rodzinie ciągle jest aktualny.

    Zgadzam się w 100% ze słowami Pani Kingi.

    autor Kasia

  • dodano: 12 kwietnia 2013 14:25

    A ja protestuję, przeciwko zawłaszczeniu określenia wyrażenia " związek partnerski" przez osoby tej samej płci! :) Nie chcę, aby wyrażenie "związek partnerski" kojarzyło mi się, jak to ma teraz miejsce, tylko z relacjami homoseksualnymi ! Proponuję, aby osoby będące w relacjach homoseksualnych wymysliły sobie jakąś inną nazwę na ich określenie :)

    autor :)

  • dodano: 01 kwietnia 2013 21:04

    Witam,mam pytanie czy ktoś wie gdzie moge kupić ta książkę,bo nigdzie jej nie moge znaleźć a bardzo bym chciała ja przeczytać ;)

    autor Anuka

  • dodano: 28 marca 2013 12:25

    W Szwecji wprowadzono bezstresowe wychowanie, efekt jest taki, ze dziecko robi co chce, nie wolno dac ani klapsa ani pasa na dupe. Szwedzi przejrzeli na oczy i doszli do wniosku, ze z bezstresowym wychowanie cos nie tak, po tym jak dziecko pozwalo rodziców oklamujac Sedziego ze bili, a pozwalo choc nigdy nie bili lecz nie chcieli pozwalac na nocne imprezowanie i wychodzenie. Rodzice poszli do aresztu na wiele miesiecy, a dziecko trafilo do domu dziecka, oczywiscie dziecku niespodobal sie dom dziecka i wolalo z powrotem wrócic do rodziców, przyznalo sie do klamstwa ale za pózno i bezskutecznie, gdyz rodzice musieli pozostac w zakladzie karnym do konca kary, a dziecko w placówce opiekunczej. System kar i nagród to kiepski i zawodny system wychowawczy a pani Kinga jest za glupia na wychowywanie dzieci. Krzywda kilkuletniemu czy kilkunastoletniemu sie nie stanie gdy dostanie pasem na dupe i odczuje ze boli, aby uniknac kolejnego pasa nie bedzie juz tak rozrabiac i pyskowac. Wiem co pisze, kilkuletni syn rozrabial, byl nieposluszny i nie bylo juz na niego sposobu, teraz wie co znaczy "bach, bach pas na dupe", siedzi spokojnie i wreszcie slucha sie rodziców. Dawniej dzieci byly grzeczniejsze, bo matka i ojciec mieli pas, dziecko widzialo dyscypline. Dzieciom trzeba tlumaczyc, gdyz nie zna konsekwencji, tylko pozwolic a gdyby moglo weszloby na glowe.

    autor Irena

  • dodano: 27 marca 2013 14:47

    Pani Kingo, dziękuję za wpis op bezstresowym wychowaniu. Podejrzewam, że 90 % społeczeństwa polskiego jest w takim samym błędzie jak ojciec P. Przyznam sie szczerze, że nigdy się w ten temat nie wgłębiałam i też miałam mylne pojęcie. Ale po tym wpisie kupiłam książki R. Campbella i przyszło olśnienie....tak dużo mnie nauczyły...mam małe 3-letnie dziecko i dziękuję Pani za pomysł na lekturę. Popełniłam już kilka błędów, ale jestem teraz tego świadoma i będę teraz bardziej świadoma. Jestem taka szczęśliwa, że przeczytałam jego książki, wiele mnie nauczyły.

    autor justapo

komentarze (68) | dodaj komentarz

Kategoria: NA SERIO

WOJNA I POKÓJ

wtorek, 15 stycznia 2013 11:07

 

Majewski robi sobie jaja z aukcji mojej sukienki ślubnej! :)

 

http://www.youtube.com/watch?v=arjstmE1cos

 

I FAJNIE! Pomysł, żeby przekazać ją na licytację WOŚP był z przymrużeniem oka. Oczywiście, mogłam podejść do sprawy „śmiertelnie poważnie” i przekazać koszulkę z nadrukiem (jak Wojewódzki) albo zdjęcie z autografem (jak Lis), ale wiem, że wśród licytujących są też tacy, którzy polują na rzeczy nietypowe i z historią;). To dla nich była moja propozycja. Większości komentujących spodobał się mój pomysł. Mniejszości „martwiącej się” o to, czy nie żyję przypadkiem przeszłością odpowiadam: jestem szczęśliwa, mam do przeszłości dystans i dlatego mogę sobie z niej żartować.

 

Cieszę się, że moją suknię ślubną nadal licytuje ponad 20 osób. Kwota przekroczyła 1000 PLN i mam nadzieję, że to nie koniec, bo aukcja będzie jeszcze trwać kilkanaście dni. Nabywcy chętnie osobiście pogratuluję i podziękuję.

 

A teraz będzie już na serio;). Przeczytałam we Fleszu, ale również we Wprost, że wypowiedziałam wojnę Wojewódzkiemu. Ależ skąd! Moja mocna odpowiedź była AKTEM SAMOOBRONY, po wielu latach spolegliwości. Nie jestem w tej „wojnie” agresorem! Nawet mały kotek zapędzony do narożnika, wysuwa pazury, kiedy nie ma już wyjścia.

 

Bywa, że dowcipy czy teksty Wojewódzkiego mnie bawią. Problem pojawia się wtedy, kiedy naruszając dobra osobiste łamie prawo, obraża czy poniża ludzi.

 

Jest mi miło, że wiele osób się ze mną w tej kwestii solidaryzuje, co widać po absolutnie rekordowej liczbie komentarzy pod moim postem na blogu. Cieszą popierające moje stanowisko wypowiedzi osób publicznych. Niemniej jednak eskalowanie sprawy i podsycanie wzajemnej niechęci nie jest moim celem.

 

Satyra satyrą, ironia ironią ale prawo prawem! Śmiejmy się z siebie nawzajem, nawzajem się nie obrażając. Nawet złotousty satyr-yk grający narodowego mędrca powinien o tym pamiętać.

 


Podziel się
oceń
464
75

komentarze (3) | dodaj komentarz

  • dodano: 11 marca 2013 14:33

    Ma Pani dużą klasę i świetnie Pani wygląda! jestem studentką i razem z koleżankami Panią podziwiamy:) Wojewódzki jest starym, nieprzyjemnym w odbiorze estetycznym satyrem, który jak każdy zakompleksiony tchórz boi się niezależnych i mądrych kobiet. Żadna z moich koleżanek go nie lubi, dlatego drażni mnie jego bycie samozwańczym guru młodzieży, nie wspominając o jego żenującym PR jako łamacza młodych niewieścich serc. Jest obleśnym starym dziadem, a młode dziewczyny lubią młodych wysportowanych chłopaków. Pora przełamać te mało błyskotliwe stereotypy, które wymyślają brzydcy faceci, którzy byli olewani w liceum i teraz myślą, że skoro zarabiają, to sobie odbiją. Trzymam za Panią kciuki! Proszę pokazać "pazurki", bo drażniące jest przyzwolenie na nieudolne szydzenie tego Pana,który sam siebie do końca nie akceptuje, a może nawet ukrywa swoją orientację seksualną, bo o tym też słychać.

    autor Klara

  • dodano: 25 lutego 2013 10:42

    ja nie zauwazylam aby tutaj cos ktos usuwal takze ktos znowu mily jest?

    nie da sie tlumu wpuscic do swojego domu tylko po to aby ten tlum sie nacieszyl widokiem zycia celebryty ( ktorego potem na necie lub gdzie indziej i tak ,,obsmaruja"), wiec na odleglosc jest uwazam bezpiecznie, zwlaszcza ze ta Pani musi dac przyklad jak zyc wlasnym dzieciom.Tym bardziej ostroznosc wskazana. Zwlaszcza ze co niektorzy tylko czekaja na blad.

    autor ja

    blog: do kusy

  • dodano: 13 lutego 2013 0:41

    Pani Kingo, powinna Pani pamiętać o jednym - złotousty satyr-yk, jak to Pani ładnie ujęła, często przekracza granice dobrego smaku, obrażając przy tym innych. Czasem taki mały kotek powinien schować pazurki i zignorować agresję agresora:)

    autor Najlepsze lokaty internetowe

    blog: http://www.rankinglokat.net

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kategoria: NA SERIO

I żyli długo i ...

czwartek, 10 stycznia 2013 19:52

 

Oddałam na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy moją ślubną sukienkę. 

 

 

http://aukcje.wosp.org.pl/kinga-rusin-suknia-slubna-od-valentino-i743447

 

Po co? Dla kogo? Co robiła w mojej szafie przez blisko 20 lat? Ma dla mnie jakieś znaczenie czy żadnego? Bez sensu czy z sensem? Otóż chcąc zachęcić od licytacji postanowiłam się do tych wszystkich wątpliwości odnieść.

 

Tak się złożyło, że kiedy, blisko 20 lat temu brałam ślub nie było jeszcze kolorowych gazet ani internetowych portali. Mimo to zdjęcia ze ślubu przetrwały do dzisiaj i nawet są od czasu do czasu publikowane. Z perspektywy dnia dzisiejszego i z różnych innych powodów całkiem zabawnie jest teraz je oglądać. Jestem na nich w długiej satynowej sukni z koronkową górą i wiankiem na głowie – to zdjęcia ze ślubu kościelnego. Zdjęć ze ślubu cywilnego (wychodziłam za mąż przed podpisaniem Konkordatu) w zasadzie nie ma. Ocalały dwa i to bardzo słabej jakości. Skromna to była uroczystość, w towarzystwie rodziców i mojej, wtedy najlepszej przyjaciółki, oraz jej męża. Do ślubu kościelnego miałam suknię… z wypożyczalni. Oddałam ją dzień po uroczystości. Do ślubu cywilnego chciałam założyć coś wyjątkowego i mojego własnego. Wtedy pierwszy chyba raz poszłam do skromnego, jak na dzisiejsze czasy, ale wtedy jedynego w Warszawie sklepu z markowymi ubraniami. Ta suknia była pierwszą moją „designerską” sukienką (Valentino Couture), kupioną za równowartość moich trzech miesięcznych pensji. Z tego chyba powodu, a nie z żadnego innego miałam i mam do niej olbrzymi sentyment. Od tamtej pory wszędzie mi towarzyszyła. Poleciała nawet ze mną, nie wiedzieć po co, na cztery lata do Stanów, a potem zawsze wisiała w szafie z innymi sukienkami. Nigdy jej już jednak nie założyłam.

 

Każdemu, kto oddaje coś na rzecz WOŚP, zależy na jak najwyższej wylicytowanej kwocie. Obserwowanie jak przybywa pieniędzy na koncie Orkiestry jest … podniecające. Chcąc wziąć udział w tej grze chciałam oddać na aukcję coś wyjątkowego. Oddałam wspomnienia (i przy okazji bardzo piękną suknię w modnym dziś stylu „vintage”), zdając sobie sprawę, że może to wzbudzić kontrowersje, a może nawet po cichu na to licząc;).

 

Różni ludzie oddają różne rzeczy, żeby wesprzeć WOŚP. Różne są też przyczyny dla których bierze się udział w ich licytacji. To od ponad dwudziestu lat dzień narodowego zrywu, jedyny być może w ciągu roku prawdziwy dzień jedności narodowej, kiedy zakopywane są „wojenne topory”.

 

Ta sukienka, o ile mnie pamięć nie myli, podobała się mojemu mężowi. Może, w szlachetnej sprawie mógłby ją teraz kupić;)? Nawet gdyby miał zaraz potem spalić;).

 

 

http://aukcje.wosp.org.pl/kinga-rusin-suknia-slubna-od-valentino-i743447

 

 


Podziel się
oceń
542
103

komentarze (2) | dodaj komentarz

  • dodano: 11 czerwca 2013 16:10

    Wow...cudnie wyglądałaś w tej sukni... może sprawię Tobie przykrośc ale szczerze mowiąc dziś jestes jeszcze piękniejsza a Lis nie okazał się chytruskiem i przegrał życie wybierając tą blondi :) Oczywiscie jego wybór... W każdym razie gratuluję poczucia humoru z ta aukcją :) szczytny cel owszem ale ubaw pewnie też dobry miałaś myśląc o minie Lisa i Blondi :)

    autor kalifornia men

  • dodano: 01 czerwca 2013 10:54

    Przed kobieta w garniturze mezczyzna nie powinien trzymac rak w kieszeni....

    autor Jacek

    blog: https://www.facebook.com/jacek.jurasz?ref=tn_tnmn

  • dodano: 20 marca 2013 20:03

    Droga Kingo a czy przeczlo ci przez mysl zeby ta suknie poprostu spalic?

    autor Anna

  • dodano: 25 lutego 2013 20:13

    Dobrze zrobiłaś Kingo , oddając suknię . Po co Ci ciuszek , który przypomina wrednego męża i jeszcze wredniejszą przyjaciółkę z przed lat. Życzę Ci dużo szczęścia i radości ,

    autor Majka

  • dodano: 14 lutego 2013 22:50

    uważam że super że ktos ja kupił i dał tysiac zlotych:) w końcu nie leży na ulicy tysiąc złotych, a zwłaszcza że kasa poszła na dobry cel:)

    autor ja

    blog: :)

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kategoria: NA SERIO

"Kuba Wojewódzki: narcyz - celebryta - idiota"*

poniedziałek, 07 stycznia 2013 18:56

 

Być oplutym przez Wojewódzkiego, to od pewnego czasu przywilej. Jestem w jednym szeregu z ciężko pracującymi w naszym kraju na chleb Ukrainkami, z mniejszościami narodowymi, którym nie tylko konstytucyjnie, ale również z czystej przyzwoitości należy się szacunek i z całą grupą cieszących się sympatią postaci życia publicznego. Wojewódzki zbudował swoją medialną karierę na poniżaniu innych. Robi to od lat, robi to z lubością, dostarcza rozrywki niskich lotów, co nie przeszkadza mu, a wręcz pomaga cieszyć się popularnością i jeszcze zbijać na tym prawdziwą fortunę. Za swoje słowa nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Jest totalnie bezkarny, śmieje się w twarz sądom, nie dotyka go krytyka, pracodawcy miękną wobec słupków oglądalności i słuchalności. Podpisuje kolejne lukratywne kontrakty i szuka kolejnych ofiar dzięki którym będzie mógł jeszcze długo i dostatnio żyć.

 

Tej obsesji Wojewódzkiego na mój temat nie rozumiałam i nie rozumiem. Na chwilę przygasa, żeby znów wybuchnąć ze zdwojoną siłą.

 

Wojewódzki, ma problem z tym, że jestem samotną matką. Z trudem przychodzi mu zrozumienie, że samotną matką nie zostałam na pokaz. Nie ma pojęcia co to znaczy budować wzorzec silnej kobiety dla swoich córek, żeby w siebie wierzyły, żeby umiały walczyć o swoje. Dla kogoś, kogo życie kręci się wyłącznie wokół własnej osi, to faktycznie abstrakcja. Jedynym problemem egzystencjalnym pozostają „kilometrowe apartamenty”, wypożyczenie kolejnej wypasionej fury, wyrwanie na pokaz „dwudziestoletniej panny” i „odrobinę za dużo kasy” na koncie.

 

Wojewódzki zarzuca mi arogancję. Komiczne, że robi to najbardziej arogancki facet, jaki chodzi po ulicach Warszawy! Człowiek, który uważa, że wolno mu dużo więcej niż innym. „Sumienie Narodu” mówiące nam mentorskim tonem na kogo mamy głosować! Hipokryta wyśmiewający hipokryzję show-biznesu. Czy błaznom naprawdę można więcej? Kim jest ten Wojewódzki, który kokietuje brukowce, kolejnymi „nowymi dziewczynami”, żeby chwilę później mieszać z błotem innych, obok których trafia na łamy kolorowych gazet i plotkarskich portali? Jemu można, inni to zwykli „szmaciarze”.

 

Wojewódzki język ma cięty, jest szybki i błyskotliwy. Ludzie z branży zwyczajnie boją się jego ataków, a nie bronią się, bo obawiają zemsty. Najczęściej, co ciekawe i żałosne zarazem, atakuje kobiety. W czasie wywiadów trzęsą się mu i pocą ręce, swoje słynne riposty ma spisane na kartce i bardziej niż na merytoryce opiera się na plotkach z portali, które zresztą sam od lat ostro atakuje. Dokonuje manipulacji, zachowuje się jak mały człowieczek („spektakularnym” przykładem było doprowadzenie na wizji do łez swojej byłej dziewczyny), pokazuje dowody braku cywilnej odwagi (vide sprawa Figurskiego). Brak kultury, który zarzuca mi, jest jego znakiem rozpoznawczym.

 

Na pozór sprawia wrażenie luzaka, który wszystko ma gdzieś, na zimno rozgrywa swoją grę i opinia innych jest mu obojętna. Na pozór, bo Wojewódzki na temat swojego publicznego wizerunku, jak się mówi wśród jego nielicznych znajomych, ma prawdziwą obsesję. Szum wokół siebie robi celowo, nie tylko po to, żeby utrzymywać popularność i zainteresowanie swoją osobą, ale również w ten sposób dostarcza tematów zastępczych na swój temat.

 

Miałam dwa wyjścia, albo po raz kolejny olać sprawę, albo przestać udawać, że pada deszcz kiedy na mnie plują. Pomyślałam jednak, że skoro za miesiąc obchodzę dwudziestolecie pracy w telewizji, to parę słów zadufanemu w sobie „koledze” odpowiem. Ciężko pracowałam i pracuję na to co mam i gdzie jestem. Telewizję znam od podszewki, bo przeszłam tu wszystkie możliwe szczeble, od producenta, po reportera, dokumentalistę, prowadzącą programy rozrywkowe i publicystyczne. (Ciekawostka: blisko dwie dekady temu to właśnie nie kto inny tylko ja przedstawiałam Wojewódzkiego telewizyjnej publiczności, kiedy przyszedł z radia współprowadzić program muzyczny). Uwielbiam swoją pracę i doskonale wiedzą o tym wszyscy z którymi pracowałam i pracuję. Na co dzień dostaję od nich dowody sympatii więc może niech Wojewódzki nie będzie ich rzecznikiem prasowym. Pracując w centrum Warszawy od lat stołuję się w dosłownie trzech restauracjach, w każdej z nich mam ulubione dania, znam właścicieli i kelnerów, lubimy się.

 

Mam pełną świadomość tego, że zgodnie z zasadą „chleba i igrzysk” dostarczyłam materiału na wiele wpisów i komentarzy, naraziłam się wszystkim fanom Wojewódzkiego, rozpętałam jeszcze większą wojenkę. Ale czasem trzeba dać odpór takim aroganckim bucom jak Wojewódzki.

 

*Kuba Wojewódzki, „Narcyz – celebryta – idiota”, Chimera styczeń 2013

 


Podziel się
oceń
6712
1600

komentarze (154) | dodaj komentarz

  • dodano: 04 października 2013 11:08

    WARTO ZAJRZEĆ !


    http://dziecko-malenstwo.blogspot.com/

    autor pola

    blog: http://dziecko-malenstwo.blogspot.com/

  • dodano: 19 lipca 2013 10:14

    O Pani blogu dowiedziałam się z kart książki Karoliny Korwin Piotrowskiej " Bomba czyli alfabet polskiego szołbiznesu" . Warto było przeczytać ten wpis. To dowód na to, że język polski jest piękny i nie trzeba do niego wprowadzać wulgaryzmów , by pokazać Komuś , gdzie jego miejsce.

    autor Marta

  • dodano: 18 czerwca 2013 22:46

    A nie jest tak ,że kiedyś dawno dawno temu dała mu Pani kosza?

    autor akjam22

  • dodano: 18 czerwca 2013 14:35

    BRAWO!!! Myślałem, że już nie doczekam tego dnia!

    autor Leng

  • dodano: 11 czerwca 2013 15:46

    Kingo Rusin od wielu lat Cię obserwuję i śledzę Twoje niewątpliwe sukcesu zawodowe... strasznie mi imponujesz a szczerze mówiąc jeszcze bardziej mi sie podobasz... wiem, że fanów masz mnóstwo i zdaję sobię sprawę, że jesteś zapracowana i masz co robić z wolnym czasem.... ale z ogromną przyjemnością zaproszę Cię na kawę ... w razie zainteresowania odpisz :) A co do Wojewódzkiego to od lat uważam go za buca i szczerze mówiąc od lat powtarzam - gość jest tak przewidywalny, że z chęcią porozmawialbym z nim osobiście bo wcale nie uważam go za "złotoustego" mówcę. Owszem...owszem jest inteligentny ale jego "wywiady" mają od wielu lat bardzo zblizony przebieg i gro tekstów, zachowań poprostu sie powtarza co uważam za nudne.

    autor kalifornia men

komentarze (154) | dodaj komentarz

środa, 24 maja 2017

Licznik odwiedzin:  2 090 917  

FACEBOOK



INSTAGRAM

instagram.com/kingarusin




TWITTER

Video Prywatne

rozwin zwin