Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 543 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O mnie

Dziennikarka, współwłaścicielka firmy produkującej naturalne kosmetyki Pat&Rub by Kinga Rusin ale przede wszystkim mama dwóch dziewczynek, Poli i Igi. Zadebiutowała jako spikerka w Programie Pierwszym TVP. W swoim zawodowym życiu przeprowadzała wywiady ze znanymi ludźmi, robiła reportaże, felietony i materiały newsowe, pisała artykuły do gazet, była korespondentem radiowym. Przez cztery lata mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Od 1998 roku związana z telewizją TVN, gdzie w parze z Bartoszem Węglarczykiem współprowadzi weekendowe wydania programu Dzień Dobry TVN.

O moim bloogu

Będę pisać o wszystkim co mnie zastanawia, bulwersuje, wzrusza i inspiruje

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Kategoria: EKO

SEKSI FLEKSI

piątek, 29 marca 2013 9:58

 

Na punkcie jedzenia mam hopla. Przyznaję się bez bicia, a najbliżsi na pewno to potwierdzą. Od kilku lat „wiem co jem”, albo przynajmniej staram się dowiedzieć. Kilka razy, również na blogu wypowiadałam się na temat mojego stosunku do jedzenia albo raczej nie jedzenia, bo gorąco namawiałam do zrezygnowania z rzeczy szkodliwych i całkowicie dla naszego organizmu zbędnych (patrz: "Świadomi Nieświadomi").

 

W mediach znów głośno o MOM (mięsie oddzielanym mechanicznie). Pojęcie to poznaliśmy parę lat temu przy okazji afery ze słoiczkami z gotowymi daniami dla małych dzieci. Okazało się, wtedy, że pod pojęciem „cielęcinki” kryje się masa mięsna powstała w wyniku przeciśnięcia pod ciśnieniem, przez specjalną prasę wszystkiego, co pozostało z cielaka po oddzieleniu prawdziwego mięsa (szczegóły pozostawiam wyobraźni).

 

Kiedy pisze się o MOM od razu podnosi się larum: czym oni nas karmią, oszuści, złodzieje itp. Jednocześnie w sklepach nie tylko wybieramy najtańsze wyroby mięsopodobne, ale jeszcze narzekamy na zbyt wysoką ich cenę. Błędne koło, bo niestety zgodnie ze znaną od wieków zasadą nie może być i dobrze i tanio.

 

Jedzenie mięsa, jak się powszechnie uważa wpisane jest w naszą kulturę, bo tradycja polowań, bo długie zimy, bo słaba dostępność wymienników, np. świeżych warzyw. Może kiedyś tak było, ale dziś? Polować już w sumie nie ma na co (ja z zasady jestem przeciw), zimy już nie takie srogie, a warzywa importujemy. Czy oglądanie ostatnich relacji z ubojni i masarni nie zniechęciło Was skutecznie do jedzenia wędlin i mięsa? Nie przypuszczam, żeby teraz Polacy nagle masowo przeszli na wegetarianizm, ale co powiecie na fleksitarianizm? Teraz nazwa znajdzie się na wszystko. Dowiedziałam się przez przypadek, że całkiem nieświadomie i to już kilka lat temu zostałam fleksitarianką. O co chodzi? Otóż mięso jem sporadycznie. W zasadzie mogłabym się bez niego obyć, ale wegetarianką nie śmiałabym się nazwać, bo jednak czasami mam ochotę na trochę mięsnego białka: na kurczaka z grilla, pieczoną rybę czy nawet chudego tatara. Nachodzi mnie może raz w tygodniu. I tyle wystarczy żeby stać się fleksitarianinem. Nigdzie o tym wcześniej nie słyszałam, ale teraz okazuje się, że zupełnie intuicyjnie stosuję ponoć najzdrowszą dietę świata. Prawda jest taka, że, jak ze wszystkim umiar jest złotym środkiem.

 

Mam w kuchni maleńką lodówkę. Dlaczego? To był świadomy wybór. Tym sposobem, nawet gdybym chciała, nie mogę robić spożywczych zapasów. Kupuję w zasadzie tyle, ile potrzebuje moja rodzina na jeden dzień. Zakupy robię „z głową”, dokładnie wiedząc kto, co chce jeść, dzięki czemu prawie nic się nie marnuje. Nie znoszę wyrzucać jedzenia. Uważam, że to niemoralne. Wstrząsnął mną artykuł zamieszczony kilka tygodni temu w jednym z dzienników. Okazuje się mianowicie, że w krajach rozwiniętych (tym razem też do nich należymy) marnuje się 60% całkowicie zdatnego do spożycia jedzenia. Takie są procedury, takie regulaminy sklepów, takie w końcu wymagania klientów. Jabłka niedostatecznie okrągłe i czerwone, żeby nie wiem jak były pyszne mogą nigdy nie trafić do handlu. Są od razu przeznaczane do kompostowników, albo na paszę dla zwierząt. Podobnie z innymi produktami, jeżeli nie spełniają naszych wyobrażeń o produkcie doskonałym - są wyrzucane. No i dlaczego, skoro jedne rzeczy, lekką ręką się wyrzuca inne w nieskończoność „uprzydatnia” kąpiąc je w chemii?

 

Tylko od nas będzie zależało czym nas będą karmić. Wymagający i świadomy klient, to taki, którego nie jest łatwo nabić w butelkę. Kupujmy mniej jedzenia ale lepszej jakości i nie dajmy sobie wcisnąć kitu, przepraszam MOMU.

 


Podziel się
oceń
357
90

komentarze (55) | dodaj komentarz

  • dodano: 02 stycznia 2014 22:53

    Pierwszy raz w zyciu w wieku 40 lat widzialam mase jedzenia wyrzuconego w workach przezroczystych wieczorem na ulicach Wall Street w NYC w 2004 roku. To byl dla mnie wielki szok !!!!

    autor Me

    blog: Blog

  • dodano: 26 listopada 2013 14:50

    Podstawowa sprawa, to świadomość tego, czym faszerujemy siebie i nasze dzieci. Słyszałam kiedyś, że zanim cokolwiek zjemy, to powinniśmy się najpierw zastanowić, czy bez problemu dalibyśmy to na talerzu dla naszego dziecka. To już nam odsiewa sporo śmieciowych produktów:) Druga sprawa, to właśnie to myślenie podczas zakupów. Czasem wystarczy spojrzeć na etykietę (choć to często malutki druk...), aby wiedzieć, czy warto coś kupić, czy nie. Pozdrawiam!

    autor Kasia

    blog: http://www.forevery.pl/

  • dodano: 21 października 2013 1:05

    Codzienne zakupy! Kto może na to pozwolić? Mieszkam w Szwecji i tu jest kultura robienia zakupów raz w tygodniu. Ale mało się tu wyrzuca. Szwedzi po prostu są oszczędni i praktyczni. Choć ostatnio były serie artykułów i larum, że jednak trochę jedzenia marnujemy w porównaniu z Norwegami.

    autor jaga

  • dodano: 14 września 2013 2:36

    fajne mysli slowa Pani K ;-)

    autor xhard

  • dodano: 06 lipca 2013 21:30

    Wyrzucanie jedzenia też uważam za wielkie nieszczęście naszych czasów. Czasem myślę, że może udałoby się coś z tym zrobić, gdyby zorganizowane były na przykład jakieś miejsca, w które można oddać jedzenie nadające się jeszcze do spożycia. Teoretycznie można dać je sąsiadom czy osobom na ulicy, ale w praktyce nie zawsze jest to możliwe. Takie publiczne lodówki może rozwiązałyby trochę ten problem. Bo wyrzucać chyba nikt nie lubi.

    autor wel

komentarze (55) | dodaj komentarz

Kategoria: NA SERIO

Wspomóżcie budowanie mądrej Polski

sobota, 23 marca 2013 22:43

 

Czy wypełniliście już PIT’y? Liczę  na to, że podobnie jak ja, jeszcze nie. Dlaczego? Bo może uda mi się namówić Was na przekazanie 1% Waszych podatków Fundacji ABC XXI. Słyszeliście o niej? Pewnie nie, ale o akcji „Cała Polska Czyta Dzieciom”, mam nadzieję, że tak. Pomysłodawcą i siłą sprawczą jest właśnie wspomniana przeze mnie Fundacja. Zbyt skromna jak na dzisiejsze czasy, za mało chwaląca się swoim dorobkiem, za cicho mówiąca o tym, co robi i jakie to jest pożyteczne.

 

Wszystkie działania pro bono są z założenia dobre i szlachetne, chociaż jak pokazuje przykład fundacji Kidprotect i jej twórcy Jakuba Śpiewaka, nawet szlachetne intencje mogą prowadzić do mało szlachetnego finału. Mam tylko nadzieję, że ten niechlubny przykład nie zniechęcił Was do wspierania różnych społecznych inicjatyw.

 

 

Mówi się, że niebezpiecznie jest za kogoś ręczyć ale ja podejmę ryzyko. Ręczę za szlachetność, czystość intencji i uczciwość ABC XXI i jej założycielki Ireny Koźmińskiej. Skąd ta pewność? Poznałam Irenę i jej męża, ambasadora Jerzego Koźmińskiego blisko 20 lat temu w Stanach Zjednoczonych. Byłam dumna, że taki człowiek jak Koźmiński reprezentuje interesy Polski za oceanem. Wykształcony, oczytany, obyty, pracowity, zjednujący sobie w mig sympatię, nawet największych oponentów, no i niewiarygodnie skromny. To, między innymi on i jego subtelna i wyrafinowana dyplomacja wprowadzali nas do NATO. Jego żona Irena, chociaż by mogła, to nie spijała wyłącznie ambasadorskiej śmietanki. Zaczęła działać charytatywnie w zasadzie od pierwszego dnia swojego pobytu na placówce. Niestrudzenie zbierała pieniądze, a to na operacje polskich dzieci, których nikt u nas w kraju nie chciał się podjąć, a to na polskie szpitale, a to na placówki opiekuńcze, a to na kampanię do walki z rakiem piersi. Gdyby nie Irena nie byłoby ruchu różowej wstążeczki. To ona pierwsza wyszła z tym pomysłem, chociaż rak, i to szczególnie ten piersi, był u nas wtedy tematem tabu. W końcu założyła własną fundację.

 

(Ireno, Jurku wiem, że nie lubicie, kiedy wystawia Wam się laurki. Przepraszam, ale robię to z dobrych pobudek. Poza tym niewielu znam ludzi, którzy tak jak Wy na te laurki zasługują).

 

Fundacja miała od początku zajmować się zdrowiem dzieci. Zdrowiem emocjonalnym. Instytucji zajmujących się dziećmi chorymi już wtedy było u nas sporo. Irena miała i ma do dziś idee fix  - nauczyć dzieci świata prawdziwych wartości, propagować czytanie, od małego wychowywać mądrych, wrażliwych ludzi, świadomie podejmujących życiowe decyzje. „Mądrym społeczeństwem nie można manipulować. Mądrzy ludzie podejmują mądre decyzje.” – tak Irena tłumaczyła mi wiele lat temu wybór kierunku działania. Na fali różnorakiej edukacyjnej działalności fundacji powstała sztandarowa akcja Cała Polska Czyta Dzieciom, która obchodziła w zeszłym roku 10-lecie! Udało się namówić miliony Polaków żeby czytali swoim dzieciom minimum 20 minut dziennie, codziennie, żeby budowali przez to z nimi bliższe relacje, żeby pokazywali im alternatywę dla gier komputerowych, żeby przekazywali mądre treści i uczyli świata.

 

Irena Koźmińska zaraziła mnie od początku swoimi pomysłami. Jestem v-ce prezesem fundacji, ale to raczej tytuł honorowy, bo nie nadążam za Ireną i nie śmiałabym sobie przypisywać żadnych zasług. Nie wiem jak ona to robi i skąd czerpie energię. Jest od 15 lat bezgranicznie oddana swojemu pomysłowi. W pracy od rana do nocy, nie wiem kiedy śpi i wypoczywa. Fundacji oddała nie tylko swój czas, ale także swoje oszczędności, a kiedyś nawet dom, by wszyscy chętni do pomocy mieli gdzie pracować.

 

Fundacji jest coraz więcej. I dobrze! Ale też coraz większa jest między nimi rywalizacja o społeczne poparcie. Te które mają sponsorów mogą wieszać plakaty albo emitować reklamy w których zachęcają do oddawania 1% na ich statutowe cele. Im bardziej emocjonalny przekaz tym większy efekt. A jak tu chwycić za serce pozytywistycznymi hasłami? Dlatego postanowiłam trochę pomóc i zaapelować nie do serc, ale do rozsądku. Wspomóżcie budowanie mądrej Polski!

 


Podziel się
oceń
66
21

komentarze (11) | dodaj komentarz

  • dodano: 14 października 2013 14:25

    Zgadzam się. Warto znaleźć w okolicy dziecko, które naprawdę potrzebuje pomocy i wspomóc je bezpośrednio

    autor damian

    blog: http://doktorpit.pl/

  • dodano: 24 kwietnia 2013 16:36

    Przestałam ufać fundacjom po ostatnich aferach, przekazuję 1% na konkretne dziecko.

    autor maja

    blog: http://www.budowa-info.pl

  • dodano: 04 kwietnia 2013 16:10

    nie zgadzam sie z Fredem , nigdy książka dla mnie nie będzie przeżytkiem ,internet ,czyli ten szeroko rozumiany przekaz elektroniczny jest przesycony taką ilością beznadziejnych informacji i tekstów że tylko prawdziwe książki jeszcze nas jakoś ratują, od całkowitego zidiocenia ...Dawniej jak dzieciaki dużo czytały nie miały problemów z ortografią ,teraz bazuja tylko na emotkach w smsach a co drugi to dyslektyk...a zazwyczaj diaganoza dysleksji nijak ma się do rzeczywistości.. nie wyobrażam sobie zupełnego braku książek ,dużo rzyjmneij usiąć po kocykie z książą w ręce niż z laptope na kolanach i stacjnarnym komputrze już nawet nie wspomnę. Ja w swojej córce zaszczepiłam miłość do książek i pomimo swojego młodego wieku 9-ciu lat czyta już zapamiętale co cieszy mnie niezmiernie. Pod akcją " Cała Polska Czyta Dzieciom" podpisuje sie obiema rękami !!!

    autor Aneta

    blog: www.blogmocnodygresyjny.pl

  • dodano: 04 kwietnia 2013 11:51

    Tak trzymać Pani Kingo!
    Pozdrawiam
    i zapraszam na www.makelaweasier.com

    https://www.facebook.com/pages/Makelaweasier/612016845482392?fref=ts

    autor makelaweasier

    blog: www.makelaweasier.com

  • dodano: 01 kwietnia 2013 19:17

    DO PANI MARTY!
    WIDAĆ,ŻE I PANI NIE WYEDUKOWANA,MOŻE PANI POCZYTA I JUŻ NIE DZIECKU TYLKO SOBIE-NA POCZĄTEK O 1%.Z PEWNOŚCIĄ DOWIE SIE PANI,ŻE CHOĆ PIENIĄDZE POCHĄDZĄ Z PANI PODATKÓW NIKT ICH PANI NIE ZABIERA BO NIEPRZEKAZANE I TAK TRAFIĄ DO RZADU.

    autor zzzz

komentarze (11) | dodaj komentarz

Kategoria: MOJE WYWIADY

WYGRYWA JEDNĄ RĘKĄ!

piątek, 15 marca 2013 9:27

 

 

Obserwowałam go z boku, kiedy udzielał krótkich wypowiedzi dla radia. Wysoki, szczupły (chociaż od czasów F1 chyba trochę przytył), uśmiechnięty, swobodny. Zupełnie nie pasowało to do opowieści o Robercie Kubicy - mruku, który odpowiada monosylabami i nie przepada za dziennikarzami. Ale może na ten jeden dzień się zmobilizował…? Albo jego legendarna niedostępność to była tylko plotka. Swoją drogą, widziałam wywiady z nim kilka razy we włoskiej telewizji i za każdym razem robił na mnie wrażenie sympatycznego gościa.

 

Przyleciał do Polski pierwszy raz od dwóch lat, czyli od czasu sławnego wypadku, który wyeliminował go z F1 i na długie miesiące przykuł do łóżka. Chociaż się pilnowałam, wzrok uciekał mi w stronę jego prawej ręki. Trudno mu ukryć, że nie jest do końca sprawna. Sam zresztą otwarcie mówi, że wykonywanie prostych życiowych czynności, w odróżnieniu od prowadzenia samochodu (sic!) sprawia mu trudność. Wyciągnęłam mimo wszystko rękę na powitanie, a on, bez wahania wyciągnął swoją. Uścisk był słaby, ale to i tak cud, jak twierdzą lekarze, że jakakolwiek władza w jego ręce wróciła. Nie sposób jednak nie zadać sobie pytania, jak on w ogóle teraz ten samochód prowadzi, i to tak!? Może nie jeździ bolidem, ale rajdówka to przecież nie hulajnoga! „Mam pasję. Dziękuję rodzicom, że ją mam. To wszystko dzięki niej” – wytłumaczył mi kiedy zadałam to pytanie. Ale przecież to nie pasja prowadzi ten samochód po górskich zakrętach! Obejrzałam kilka filmików na YouTube z jego ostatnich rajdów. Co on tam wyprawia!? Jak on to robi!? Jak trzyma kierownicę niesprawną ręką? Jak nią obraca? Jak tak szybko nauczył się zmieniać biegi manetką przestawioną na lewą stronę? Czy to w ogóle jest możliwe!? Chyba nie tylko ja zadaję sobie te pytania skoro kultowy magazyn motoryzacyjny Top Gear przyznał Kubicy tytuł Człowieka Roku 2012 za spektakularny powrót do sportu.

 

Swoboda i „rozgadanie” Roberta zaskoczyły mnie. Nastawiłam się, że raczej nie będzie chciał się dzielić swoimi życiowymi przemyśleniami i ograniczy się do wypowiedzi na temat najbliższego sezonu w rajdach. A tu taka niespodzianka! Wspominał, podsumowywał, oceniał, żartował nie ograniczając się wyłącznie do sportu. Dużo było o tytanicznej pracy („tak, jestem człowiekiem z tytanu biorąc pod uwagę liczbę tytanowych śrub w moim ciele” – żartował Robert). Kiedy powiedziałam, że Briatore, po jego wypadku, w wywiadzie dla włoskiej telewizji powiedział, że Kubica to geniusz, był lekko zakłopotany – „Geniusz? Tego nie wiem, ale ciężko całe życie pracowałem. Wszyscy mi zawsze mówili, że jestem najgorszy, że są lepsi ode mnie, więc musiałem ich gonić, ćwiczyć, uczyć się, trenować. Dlatego osiągnąłem to, co osiągnąłem.”  

 

„Czasami w życiu należy się cieszyć z tego, co jest chociaż chciałoby się więcej” – tak powiedział Kubica, kiedy po 19. miesiącach rehabilitacji zasiadł za kierownicą rajdówki. „Teraz jest trochę inaczej – wyjaśnił – teraz mam już to, co chciałem” – odpowiedział mając pewnie na myśli swój kalendarz startów na ten sezon z Maciejem Baranem jako pilotem. Musi tak mówić i myśleć, żeby nie zwariować. W końcu przez wypadek spadł z samochodowego Olimpu. Czy tam wróci…?

 

Kiedy już skończyliśmy rozmowę i Robert zdejmował mikrofon nieśmiało zapytałam czy siedział ostatnio w bolidzie, bo wiem, że miał propozycje testowych jazd. „Nie” – odpowiedział, ale jakoś nie do końca mnie przekonał  – „ręka się nie mieści.” – dodał wskazując na swój łokieć. I po cichu, jakby do siebie mruknął: „gdyby bolid był o 10 centymetrów szerszy, to już bym dawno wrócił na tor…”

 

Wariat? Pasjonat? Geniusz? Wszystko po kolei!

 

*Wywiad w najbliższą sobotę (16.03) w Dzień Dobry TVN

 


Podziel się
oceń
165
12

komentarze (7) | dodaj komentarz

  • dodano: 22 marca 2013 16:08

    Nareszcie ktos wiecej mowil od ciebie i nie pozwolil sie zakrakac W jezdzie szybki i w rozmowie rowniez.

    autor ewa

  • dodano: 17 marca 2013 18:10

    Przez 13 lat oglądałem Formułę1 (od 1993r.) i zawsze zastanawiałem się kiedy wreszcie zobaczę tego pierwszego Polskiego kierowcę w królewskiej kategorii. Ale jeszcze bardziej ciekawiło mnie to, jakiego kalibru on będzie i czy podoła. Nadzieja się pojawiła kiedy pewnego dnia do pokoju wpadł brat i podekscytowany powiedzial,że w F3 jeździ Polak a na satce będzie transmisja z wyścigu w Makao.Jakież to były emocje widząc Roberta doganiającego lidera i gdyby nie kraksa na torze,która przerwała zawody, wygrał by ten wyścig. Tego wieczoru zobaczyłem,że ten na którego czekam prawdopodobnie nazywa się Kubica i jest piekielnie szybki. A skoro w F3 walczy o zwycięstwa,to chyba już niedługo... I wreszcie po 13 latach JEST! Widziałem już wielu kierowców,ale to co zaczął pokazywać Robert od samego początku przerosło moje najśmielsze oczekiwania.Skakałem z radości, kiedy w trzecim swoim starcie na Monzie po raz pierwszy Polak stanął na podium w F1 i czułem ogromną dumę widząc jak z uznaniem gratuluje mu sam Schumacher. Podobne emocje były przy pierwszym pole position w Bahrajnie w 2008r. a po tym w jakim stylu w Kanadzie zebrał szachownicę niemalże oszalałem ze szczęścia. Ogromne DZIĘKI Robert, nawet nie potrafię opisać jak wielkich emocji dostarczały mi Twoje starty i jak wiele radości przeżyłem. Nigdy chyba w życiu nie czułem większej dumy, jak wtedy w Kanadzie, kiedy z głośników popłynął Mazurek. Cały czas mocno trzymam za Ciebie kciuki i mocno wierzę,że kiedyś ponownie usiądziesz w bolidzie aby się ścigać i tego Ci życzę, bo Twoje miejsce jest wśród najlepszych. A skoro raz już czekałem 13lat na Ciebie,będę i teraz czekał, ile tylko trzeba będzie,bo nadzieja umiera ostatnia.Pozdrawiam

    autor F1AN

    blog: Kinga Rusin

  • dodano: 17 marca 2013 16:36

    Jak pomyślę, o mojej pasji.. gdyby próbować mi ją odebrać... gdybym przestała móc... myśleć się nie chce mi nawet o tym.
    Pasja to tak ważna część życia i tak potrzebna, że trzeba o nią walczyć, próbować, nie poddawać się! Załamać się płakać nad sobą to nie stylu Kubicy jak widać! Trzymam kciuki! za pasję!! :)

    autor iwona - ona ma siłę

    blog: www.onamasilee.blogspot.com

  • dodano: 17 marca 2013 10:30

    Pani Kingo proszę napisać jakiej firmy jest sukienka, którą ma Pani w dzisiejszym wydaniu dzień dobry tvn? Jest świetna.

    autor Magda

  • dodano: 17 marca 2013 7:52

    Skoro nie siedzial w bolidzie od wypadku to, skad wie ze sie nie miesci

    autor Robert

komentarze (7) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  2 163 376  

FACEBOOK



INSTAGRAM

instagram.com/kingarusin




TWITTER

Video Prywatne

rozwin zwin