Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 242 918 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O mnie

Dziennikarka, współwłaścicielka firmy produkującej naturalne kosmetyki Pat&Rub by Kinga Rusin ale przede wszystkim mama dwóch dziewczynek, Poli i Igi. Zadebiutowała jako spikerka w Programie Pierwszym TVP. W swoim zawodowym życiu przeprowadzała wywiady ze znanymi ludźmi, robiła reportaże, felietony i materiały newsowe, pisała artykuły do gazet, była korespondentem radiowym. Przez cztery lata mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Od 1998 roku związana z telewizją TVN, gdzie w parze z Bartoszem Węglarczykiem współprowadzi weekendowe wydania programu Dzień Dobry TVN.

O moim bloogu

Będę pisać o wszystkim co mnie zastanawia, bulwersuje, wzrusza i inspiruje

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Kategoria: PO GODZINACH

W Wigilię wrzuć na luz

czwartek, 20 grudnia 2012 15:06

 

Postanowiłam od słów przejść do czynów i osobiście sprawdzić czy możliwe jest przygotowanie pysznych, zdrowych, świątecznych dań w 5 minut. Nie namawiam nikogo do sprzeniewierzania się tradycji. Natomiast z całą pewnością jest to alternatywa dla tych, którzy nie potrafią przygotować wigilijnych dań zgodnie z przepisami babci, albo nie mają siły ani chęci, żeby to robić. Szczerze podziwiam tych wszystkich, którzy potrafią zrobić pierogi z cieniutkiego ciasta, cierpliwie czekać aż dojdzie zakwas na barszcz, zrobić prawdziwą galaretę z rybich głów i kręgosłupów, ukręcić kutię. A na końcu poddać się surowej ocenie np. dawno nie widzianej rodziny. Dla mniej odpornych i mniej cierpliwych takie wyzwanie może być ponad siły. Stąd mój pomysł. Niech święta będą cudownym wspomnieniem dla wszystkich, również dla tych, którym akurat przypada dyżur w kuchni;). Życzę smacznego.

 

//

 

 

//

 


//

 

Przepisy słowami

 

 

 

 


Podziel się
oceń
64
51

komentarze (28) | dodaj komentarz

  • dodano: 24 kwietnia 2013 14:22

    fajny blog Pani Kingo. gratulacje

    autor anna

    blog: www.ekonom.pl

  • dodano: 06 stycznia 2013 18:57

    Pani Kingo, podziwiam Panią jako osobę . Jest Pani dla mnie wzorem .

    autor Bavanna

  • dodano: 04 stycznia 2013 21:00

    łatwo robić wymyślne potrawy jak ma się na nie kasę, ja nie mam nawet na tego łososia, a co dopiero na wyjazd do Zanzibaru ...ehhh życie

    autor dlaczego tak jest??????????

  • dodano: 04 stycznia 2013 10:16

    autor rozi

    blog: pawel

  • dodano: 04 stycznia 2013 10:12

    Pani Kingo wygląda Pani świetnie pozdrawiam Paweł

    autor rozi

    blog: pawel

komentarze (28) | dodaj komentarz

WESOŁYCH ŚWIĄT. WSZYSTKIM...

czwartek, 13 grudnia 2012 10:27

 

Pamiętam do dziś smak wigilijnych potraw z mojego dzieciństwa Od początku chciałam, żeby dla moich dzieci, tak jak dla mnie Wigilia była najpiękniejszym wspomnieniem. Przejęłam po mojej babci rolę nadwornej kucharki. Miałam wielkie ambicje. Po pierwsze, zgromadzić przy wigilijnym stole bliższą i dalszą rodzinę. Nawet jeżeli nie widziałam ich przez ostatni rok to miało być świątecznie, gwarno, wyjątkowo. Po drugie musiało być tradycyjnie, 12 potraw (jak 12 Apostołów), przygotowanych własnoręcznie, w domu i według pracochłonnych przepisów sprzed lat (nawet zakwas na barszcz sama nastawiałam…). Z relacji gości, a niektórzy wspominają moje Wigilie do dzisiaj, wiem, że robiło to wrażenie. Na mnie też, bo odchorowywałam później te święta za każdym razem. Chociaż muszę przyznać, że wtedy śmiech dzieci, ich naiwna i bezgraniczna wiara w Mikołaja, rozpalone policzki przy rozpakowywaniu prezentów były najwspanialszą nagrodą, wartą każdego wysiłku.


Od czasu kiedy nagle, i to w zasadzie w ciągu jednego roku dramatycznie zmniejszyła się liczba gości przy moim wigilijnym stole, 24. grudnia już tak bardzo nie cieszy. Dzieci przestały wierzyć w Mikołaja, choć nadal piszą do niego listy tytułując je: „Kochana Mamusiu…”, zaczęło się też chodzenie na skróty jeżeli chodzi o wigilijne potrawy. Teraz na święta najchętniej bym wyjeżdżała gdzieś daleko, ale zrobiłam to tylko raz, bo jednak coś do ucha cały czas szepce, że święta to tradycja, rodzina…


W tym roku, podobnie jak w zeszłym będziemy w domu, ale Wigilia już tradycyjnie będzie nietradycyjna. Perfekcyjna pani domu będzie na luzie. Od paru lat zaczęła mi się podobać taka konwencja. Nie dostaję już zawału na myśl o tym, że galareta, w której spoczywa ryba ma nieodpowiednią gęstość, że stroik na stole nie jest wystarczająco zachwycający, że brakuje jednej potrawy do dwunastu i trzeba na gwałt dorabiać kolejne wcielenie śledzia. Pamiętam, kiedy kilka lat temu, żeby zapełnić puste miejsca przy wigilijnym stole doprosiłam do niego znajomych, którzy z różnych przyczyn zostali na święta sami. Nie specjalnie miałam na tamtą Wigilię pomysł, więc potrawy powstały spontanicznie tego samego dnia. Resztę donieśli goście. Co tam w domu mieli. Ja po raz pierwszy nie wystąpiłam w galowym mundurku, a ostatnie dania przygotowywaliśmy razem. Było bardzo wesoło, a jednocześnie wyjątkowo świątecznie. Moje dzieci polubiły tę konwencję, a mama ją zaakceptowała. Obdarowaliśmy się skromnymi prezentami, bo nie to było najważniejsze. Poczułam ulgę…


Mam za sobą Wigilie bardzo tradycyjne, stylizowane na tradycyjne i wyjątkowo egzotyczne też. Nie będę się rozwodzić nad przewagą świąt białych nad świętami zielonymi bo szkoda na to czasu. W sumie bardziej niż „gdzie” liczy się  „z kim”. Jeżeli święta spędzamy otoczeni miłością i są one dla nas pretekstem do tego, żeby tę miłość celebrować to możemy to robić i pod choinką i pod palmą.


Jeżeli z tradycji świątecznej weźmiemy ideę „razem” i wprowadzimy ją w życie to będą to z całą pewnością święta udane. Czyli razem kupujemy choinkę, razem ją ubieramy, razem sprzątamy, razem gotujemy, razem jemy i razem cieszymy się świętami. To byłby  ideał! Natomiast na samą myśl o tzw. świątecznej atmosferze dostaję wysypki. Tu już od dawna nie chodzi o ducha Świąt, o wyciszenie, o zadumę, o tradycję. Świąteczna atmosfera to od jakiegoś czasu korki na mieście, tłumy w sklepach, amok wśród ludzi, ogólne podenerwowanie i zmęczenie oraz wszechogarniająca myśl „kiedy to się wreszcie skończy”. Jeżeli chcę uciekać, to nie od samych świąt ale od „świątecznej atmosfery” z całą pewnością tak. Najwspanialszą świąteczną atmosferę w domu tworzą ludzie.



Podziel się
oceń
56
8

komentarze (30) | dodaj komentarz

  • dodano: 03 stycznia 2013 22:29

    W ostatnim akapicie wyraziła Pani wszystkie moje tegoroczne,poświąteczne refleksje.Wszyscy przepychający się w galeriach i marketach ludzie,a także ci,którzy szaleją ze sprzątaniem i gotowaniem powinni sobie wziąć to do serca.

    autor kornel

  • dodano: 19 grudnia 2012 13:59

    Pani Kingo ,Nie bądźmy niewolnikami tradycji,która krępuje niczym wór pokutny,tylko luz i radość ,z tego co zrobimy i na co mamy naprawdę ochotę sprawi ,że te święta będą miłe ,ciepłe i radosne .Wszystkiego dobrego z serca życzę...

    autor Elabela

  • dodano: 17 grudnia 2012 15:07

    fajnie

    autor lala

  • dodano: 15 grudnia 2012 8:52

    Pani Kingo- wiele fantazji i polotu na te dni grudniowe...serdecznie pozdrawiam. Serduszko.+.oplatek+ drzewko :)

    autor Misia

  • dodano: 15 grudnia 2012 7:33

    Życie nie bardzo chce się bratać z ideałami, a tak w ogóle grunt to rodzina.

    autor Ludmiła

    blog: blogkobiety.bloog.pl

komentarze (30) | dodaj komentarz

Kategoria: EKO

Śmiecie? Moda!

wtorek, 11 grudnia 2012 12:12

wpis z 22.10.2012

 


To absolutnie niesamowite, co można zrobić ze śmieci! Aby wziąć udział w międzynarodowym konkursie ReAct Fashion projektanci z całego Świata musieli udowodnić, że ich kreacje zrobione zostały z tego, co zazwyczaj ląduje w koszu na odpady. Były więc skórzane ścinki z fabryki kanap, były odpady z drukarni, flizelina, która służyła wcześniej do owijania rzeczy w transporcie, resztki nie wykorzystanej włóczki, lalki Barbie znalezione na śmietniku, niepotrzebne już nikomu, delikatne, białe narzuty na łóżko, ubrania, które przestały się podobać poprzednim właścicielom. To wszystko, w rękach artystów dostało drugie życie. Po co? Czy to w ogóle można na siebie założyć? Bezużyteczne. Dziwne. Niepotrzebne. Tak mówią Ci, którzy o tzw. modzie recyclingowej, nazywanej inaczej modą odpowiedzialną tylko gdzieś, coś, kiedyś słyszeli. A ja widziałam z bliska i szczerze podziwiałam. Wyobraźnię, inwencję, wykonanie i przesłanie. Bo o przesłanie głównie w modzie z odzysku chodzi. O to, żeby pokazać w artystycznej formie to, co nierzadko bezmyślnie wyrzucamy do kosza. To ma być jak wyrzut sumienia, że tyle dobra się marnuje. To ma być inspiracja, ale przede wszystkim zachęta do recyklingu, czyli do segregowania śmieci, które dzięki temu mogą trafić do powtórnego przerobu. Zawsze się dziwię ludziom, którzy wszystko wrzucają do jednego wora: gazety, butelki, brudne opakowania i resztki jedzenia. Jeżeli nie biorą pod uwagę aspektu ekologicznego to niech wezmą ekonomiczny. W Szwecji utylizuje się ponad 95% śmieci. U nas? Nie wiem czy nawet 10%. Dlaczego bogaci widzą w tym sens i przy okazji niezły interes, a biedni, tacy jak my wyłącznie fanaberię? Na nasze wysypiska, te legalne i tysiące nielegalnych, trafiają nie tylko rzeczy, które w procesie rozkładu zanieczyszczają środowisko: glebę, wodę i powietrze, ale też pieniądze w postaci papieru, butelek, plastiku nie wspominając o miedzi, żelazie czy stali… Odpady organiczne powinny trafiać do przemysłowych kompostowników, których w Polsce też jak na lekarstwo. Za niewystarczającą utylizację śmieci płacimy Unii słone kary, w przyszłym roku będzie to już blisko 100 milionów euro! Stać nas? Czy ktoś w ogóle o tym myśli!? Inicjatywa powinna być oddolna, skoro odgórna najwyraźniej być nie może. To my powinniśmy wymuszać na naszych gminach odpowiednie działania, to nam powinno zależeć na tym, żeby było lepiej, czyściej, „ekologiczniej” i ekonomiczniej. Bo ostatecznie, jak zawsze rachunek przyjdzie zapłacić nam, obywatelom, podatnikom. A rachunek będzie tym dotkliwszy, że nie tylko finansowy. A tu moje impresje zza kulis finału konkursu ReAct Fashion, który odbył się w 12. pażdziernika w Łodzi:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

 


Podziel się
oceń
23
12

komentarze (1) | dodaj komentarz

  • dodano: 22 listopada 2013 15:45

    Niektóre rzeczy są naprawdę ciekawe, ale też znajdą się modele, które są raczej przerażające niż ciekawe.

    autor zegarek.net

    blog: http://www.zegarek.net/

  • dodano: 29 marca 2013 18:03

    Zgadzam się w pełni - bardzo fajny pomysł aby zwrócić uwagę na pewne sprawy - popieram.

    autor zainteresowany

    blog: http://taxlaw.pl

  • dodano: 09 marca 2013 19:37

    co to znaczy "smiecie"? Wiem, ze sa smieci.

    autor bibi

  • dodano: 16 lutego 2013 16:30

    Świetny pomysł na wydarzenie, które ma zwrócić uwagę społeczeństwa na problem ochrony środowiska. Moda też generuje niebezpieczeństwo dla naszej planety, gdyż sprawia że wyrzucamy na śmietnik ubrania, które wciąż moglibyśmy nosić ale wyszły z mody. Projektanci powinni namawiać klientów do robienie przeróbek i kupowania rzeczy w outletach chociaż to nie do końca jest na ich korzyść.

    autor Najlepsze lokaty internetowe

    blog: http://oszczedzajbezpiecznie.pl

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kategoria: NA SERIO

HARMONIA JEST KOBIETĄ

wtorek, 11 grudnia 2012 11:45

wpis z 18.09.2012

 

 

W Kongresie Kobiet uczestniczyłam po raz pierwszy, bo do tej pory zawsze coś stało na przeszkodzie. Ale wpisuję sobie to wydarzenie do kalendarza i będę odtąd do niego dostosowywać wszystkie inne plany. Moje wyobrażenie o Kongresie miało się nijak do tego co zobaczyłam. Jak większość, która czyta tylko prasowe doniesienia i ogląda migawki w telewizji myślałam, że jest tłoczno i gwarno, a cała idea to mieszanina dobrych pomysłów z desperacją. Mój obraz uległ zmianie radykalnej. Rzadko w naszych czasach można odczuć taką energię, wolę działania, zobaczyć tyle dobrych chęci i zapału, przekonać się o sile grupy, która konsekwentnie realizuje plan. Jestem wzruszona i zaszczycona zarazem, że dostałam od Magdy Środy i od Henryki Bochniarz propozycję współprowadzenia tego wydarzenia oraz poprowadzenia panelu i debaty plenarnej. Przy okazji wysłuchałam kilku niesamowicie ciekawych dyskusji z tematyką kobiecą, aczkolwiek nie tylko, w tle. Panel o edukacji, na przykład mógłby się ciągnąć w nieskończoność, gdyby nie dyscyplina czasowa, i tak mocno, w tym przypadku naruszona. Już otwierająca Kongres sesja plenarna wyśrubowała poziom wszystkich późniejszych spotkań. Na jednej scenie wystąpiły panie, które są wizytówką ruchu ale też symbolem mądrego i rzetelnego działania. Obok Henryki Bochniarz i prof. Magdaleny Środy, prof. Danuta Hubner, europosłanka Lena Kolarska-Bobińska, min. Beata Stelmach, prof. Katarzyna Duczkowska – Małysz i kierująca Stowarzyszeniem Kongres Kobiet Anna Karaszewska. Nie było pustych haseł i słowotoku, wszystko konkretnie i z wielką pasją: „Skąd przyszłyśmy, dokąd idziemy”. Żadna z pań nie odczytała swojego przemówienia z kartki, co w debatach publicznych w Polsce należy do rzadkości. I każda wiedziała o czym mówi, co należy do rzadkości jeszcze większej. W Kongresie mógł uczestniczyć każdy, bez względu na płeć, i to nieodpłatnie. Zapisało się 9,5 tysiąca osób. 99% stanowiły kobiety. Zdarzały się Kongresy z większą męską reprezentacją, ale wyłącznie wtedy, kiedy akurat zbliżał się termin wyborów i trzeba było powalczyć o głosy kobiet. Bo jest o co walczyć, w końcu kobiety stanowią 52% naszego społeczeństwa i, tak, mają prawo głosu. Szkoda, że mężczyźni pojawili się śladowo, bo tu akurat można się było naprawdę wielu ciekawych i pożytecznych rzeczy dowiedzieć. Mam porównanie, bo dopiero co wróciłam z bardzo zmaskulinizowanego Forum Ekonomicznego w Krynicy…


Na zakończenie Kongresu miałam przyjemność moderować w Sali Kongresowej sesję plenarną na temat godzenia ról. Fantastyczne panelistki (prof. Joanna Regulska, v-ce rektorka Rudgers University, Barbara Limanowska z European Institute for Gender Studies, Grażyna Czubińska z Polish Psychologists Association in London) opowiadały jak kobiety w różnych krajach radzą sobie z „work life balance” (równowagą między życiem zawodowym a prywatnym), mówiły o rozwiązaniach systemowych i inicjatywach samych kobiet, Teresa Kamińska, szefowa Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej pochwaliła się jak to wygląda u niej, a minister Władysław Kosiniak –Kamysz mógł się chwalić umiarkowanie, bo wszyscy wiemy jak to generalnie w Polsce wygląda… Bardzo ciekawa i bardzo potrzebna w naszych czasach dyskusja, bo, jak powiedział na zakończenie Kongresu premier Tusk, w dzisiejszych, trudnych czasach nie możemy pozwolić sobie na to, żeby kobiety miały problem z aktywizacją zawodową. Kobiety mogą i chcą pracować, ale jednocześnie są w dużo większym stopniu niż mężczyźni obciążone obowiązkami domowymi. W takiej sytuacji nie ma mowy o żadnej równowadze, a bez niej jest stres (stres jest bezpośrednią przyczyną blisko 90% chorób u ludzi w wieku produkcyjnym…), wypalenie zawodowe, problemy w domu i słabe wyniki w pracy. Mężczyźni, nasi partnerzy, powinni mieć tego świadomość. Wspólnie powinniśmy wypracować taki model współegzystencji, żeby przyniósł korzyść i jednym i drugim. Czy jest to możliwe? Jak pokazuje doświadczenie państw wysoko rozwiniętych, jest. Ale w Polsce mamy w tej kwestii naprawdę dużo do zrobienia.


Ps. W kwestii godzenia ról wypowiedziało się w ostatnich dniach kilku znanych panów. Utyskują oni na swój los i zarzucają kobietom, że zbyt wiele od nich oczekują. Drodzy koledzy, nie „zbyt wiele”, tylko PO RÓWNO! Ale „po równo” widać dla niektórych znaczy zbyt wiele… Mogłabym, analogicznie do Was napisać, że nasi faceci oczekują od nas niemożliwego: że urodzimy im dzieci, ale po ciąży od razu wrócimy do formy, że będziemy zajmować się domem, ale jednocześnie pracować i dokładać się po równo do domowego budżetu, że będziemy zabierały głos w dyskusji, jednocześnie zawsze przyznając rację swojemu mężczyźnie, że będziemy tolerancyjne i miłosierne, gdyby jednak skok w bok okazał się pomyłką i w końcu że będziemy zawsze młode i atrakcyjne….



Podziel się
oceń
45
8

komentarze (3) | dodaj komentarz

  • dodano: 05 stycznia 2013 11:56

    Bardzo popieram moja poprzedniczke...Ja rowniez urodzilam dziecko i musialam pozegnac sie z praca...A teraz nie moge pracy znalezc,bo kobiety rekrutujace w podtekscie daja do zrozumienia,ze skoro mam male dziecko to bede chodzic na zwolnienia,nie bede dyspozycyjna... itd...Niewazne,ze mam mgr i doswiadczenie mimo mlodego wieku,bo mam 26 lat i przez cale studia zaoczne(5 lat) pracowalam... Teraz jestem matka czyli musze byc bezrobotna!Oto nasze rownouprawnienie i polityka prorodzinna...Kpina!

    autor MalFa

  • dodano: 05 stycznia 2013 11:55

    Bardzo popieram moja poprzedniczke...Ja rowniez urodzilam dziecko i musialam pozegnac sie z praca...A teraz nie moge pracy znalezc,bo kobiety rekrutujace w podtekscie daja do zrozumienia,ze skoro mam male dziecko to bede chodzic na zwolnienia,nie bede dyspozycyjna... itd...Niewazne,ze mam mgr i doswiadczenie mimo mlodego wieku,bo mam 26 lat i przez cale studia zaoczne(5 lat) pracowalam... Teraz jestem matka czyli musze byc bezrobotna!Oto nasze rownouprawnienie i polityka prorodzinna...Kpina!

    autor MalFa

  • dodano: 04 stycznia 2013 20:03

    Szanowna Pani Kingo,

    trafiłam na Pani blog przypadkowo, a przeglądając go trafiłam na ten wpis.
    Nie byłam na opisywanym Kongresie, ale chciałam żeby Pani poznała moje zdanie na temat szumnych haseł typu ' równouprawnienie'.

    Mam 30 lat, wyższe studia, męża i nie mam dzieci. W pracy w której pracuję 90% to kobiety. Ciągle słyszę o równouprawnieniu o gorszym traktowaniu kobiet przez mężczyzn(?). Niestety ale ja nie mogę się z tym zgodzić. W mojej pracy przeciwko podwyżkom(nie tylko dla mnie ale też dla moich koleżanek z biura, które są w podobnej sytuacji zyciowej) są KOBIETY SZEFOWE. To one decydują, że nie dostałam podwyżki bo ''mam 30tkę więc pewnie zaraz urodzę i odejdę na macierzyński a później wychowawczy. To ONE decydują, że nie dostałam awansu z tego samego powodu.

    W poprzedniej pracy też miałam szefową, która wyraźnie dyskryminowała kobiety.
    To nie jest tak, że mężczyźni nas krzywdzą nie zauważając nas. To INNE KOBIETY NAS PONIŻAJĄ. Gdy w mojej pracy koleżanka mająca 33 lata urodziła pierwsze dziecko, po roku zaszła w kolejną ciążę, usłyszała od innych kobiet, i SZEFOWYCH, że jest 'cwana, bo zaraz zrobi przerwę na 2 lata na DZIECIAKI, oraz że jest leniwa i zatrudnienie jej to strata pieniędzy". Na jednym z zarządów to właśnie KOBIETY SZEFOWE poinformowały szefa wszystkich szefów, że "nie ma co zatrudniać kobiet, bo zaraz zajdą w ciąże i tyle je widzimy".

    I o jakim powrocie do pracy mówimy? Przecież to KOBIETA KOBIECIE buduje ten los.

    To nie jest moja pierwsza praca. Pracowałam przez całe studia i mogę powiedzieć jedno: ŻADEN mężczyzna nie pytał mnie o dziecko, miałam szybko umowę o pracę na czas nieokreślony, a jako argument PANOWIE podawali właśnie moje bezpieczeństwo na rynku pracy.

    Sądzę, że jeśli my jako kobiety będziemy się szanować i wspierać, a nie poniżać się nawzajem to mężczyźni chętniej pomogą nam i zauważą nasze potrzeby.

    A na koniec jako anegdotę pragnę przytoczyć historię mojej koleżanki, która robiąc wymówki mężowi o niezmienione opony zimowe w jej samochodzie, usłyszała, że skoro on ma i może robić sobie obiad, to ona może zmienić opony. Bo czyż w końcu nie po to walczyła o równouprawnienie?


    Pozdrawiam

    autor AR

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kategoria: NA SERIO

KOLEJNY PIERWSZY DZWONEK

wtorek, 11 grudnia 2012 11:42

wpis z 30.08.2012

 

Za chwilę rozpoczęcie roku szkolnego. Jako mama dzieci w szkolnym wieku, a więc poniekąd uczestnik szkolnego życia, ale również jako zwykły obserwator chciałabym dołożyć swój głos do dyskusji, która, jak co roku zapewne rozpocznie się 1. września. Posłużę się przykładami amerykańskimi bo znam je z autopsji. Już 15 lat temu zaangażowałam się w działalność Ireny Koźmińskiej i jej Fundacji ABCXXI (min. akcja Cała Polska Czyta Dzieciom). To Irena zaraziła mnie swoją fascynacją różnymi aspektami amerykańskiej edukacji. To dzięki niej przeczytałam książki najwybitniejszych amerykańskich psychologów i pedagogów, jak również miałam okazję z nimi później dyskutować. Wiem, co stereotypowo myśli się u nas o Amerykanach i o tym czego uczą w szkole swoje dzieci. Chciałabym, korzystając z okazji parę rzeczy wyjaśnić i wyprostować. Z góry mówię, że nie chcę krytykować polskiej szkoły, ani nikogo piętnować. Uważam po prostu, że powinniśmy otworzyć się na dobre doświadczenia innych i z nich skorzystać, a nie zakładać z góry, co często mamy w zwyczaju, że dobre jest tylko to, co nasze. Do zebrania moich doświadczeń i edukacyjnych przemyśleń zachęciła mnie Małgosia Ohme, psycholog dziecięcy, a obecnie naczelna czasopisma dla rodziców GAGA. Poniżej krótkie fragmenty naszej rozmowy, która w całości ukaże się w najnowszym numerze GAGI.


Co jest najważniejsze w początkowej edukacji w Polsce? Nauczyć dziecko pisać i czytać. A co jest najważniejsze w amerykańskim sposobie nauczania małych dzieci? Nauka wartości i zachowań społecznych. Dziecko, zdaniem Amerykanów powinno przede wszystkim potrafić nawiązywać kontakty, współpracować, posiadać umiejętność autoprezentacji adekwatną dla swojej grupy wiekowej.


Amerykański system edukacji przoduje w nauce umiejętności pracy w grupach, jednocześnie ucząc szacunku dla pracy indywidualnej. Czyli: „Moja praca złoży się na dobrą ocenę pracy w grupie, ale każdy musi się postarać“. I tego dzieci uczą się od czwartego roku życia. Nie ma „moje“, „nie podglądaj“, „nie pożyczę, nie dam“. Zamiast tego nauczyciele korygują zachowania, w ten sposób ucząc dzieci, że „ja się z tobą podzielę tym, co mam, a ty się ze mną podzielisz tym, co ty masz“ albo „ja potrafię to, a ty tamto, razem będziemy mogli zrobić więcej i lepiej“.


Poza tym system amerykański wychodzi z założenia, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie, więc do czwartej klasy nie ma ocen, bo mogą demotywować i hamować prawidłowy rozwój. Pod koniec każdego trymestru rodzice w USA dostają list z obserwacjami na temat dziecka, które nawet na poziomie sformułowań brzmią inaczej niż polskie świadectwa opisowe np. umiejętność „jeszcze wymaga dopracowania“, „jeszcze wymaga rozwoju“, „jest na prawidłowej drodze rozwoju“. Najniższa ocena to „yet to be developed“ (wymaga rozwoju). To brzmi bardzo pozytywnie, nie stresuje ani dziecka ani rodziców, a wskazuje jedynie na co należy zwrócić uwagę. W amerykańskim systemie dzieci co roku mają innych kolegów w klasie, bo dzieci się miesza i tworzy nowe grupy, co u nas jest nie do pomyślenia. W Polsce rzadko kiedy zmienia się miejsce zamieszkania, rodzice niezbyt często przenoszą się do innego miasta do pracy, za to często żyją na jednym osiedlu przez całe życie. Nie mamy takiego schematu, który wymagałby od nas rozwoju umiejętności adaptacji, co jest  w życiu niezwykle pomocne. W Ameryce, gdzie ludzie kupują i sprzedają domy na potęgę, są mobilni – podążają za pracą, są otwarci, bez problemu zmieniają miejsce zamieszkania – inaczej się na to patrzy. W szkole amerykańskiej dzieci co roku poznają nowe środowisko, zawiązują nowe relacje. I to jest ta cenna lekcja, dzięki której dzieci uczą się być ciekawe innych, otwarte, nie bać się zmian, nie bać się ludzi, nowych grup.


Znam polski system edukacyjny ze swoich czasów.  To, co mnie teraz zaskakuje to fakt, że tak niewiele się od tamtych czasów zmieniło. Nadal, mimo prób wprowadzenia zmian króluje system uczenia, w którym trzeba wkuwać bez zrozumienia. I to niezależnie od tego, iż niemal każdy nauczyciel deklaruje, że oczekuje od dzieci przede wszystkim myślenia. Wielu nauczycieli nadal uczy w podobny sposób: odtwórczo, nudno, nie zachęcając młodzieży do dyskusji i myślenia właśnie. A gdzieś w tle jest tylko duża dawka stresu, który ma dziecko „motywować” do nauki.


Mam wrażenie, że wciąż brakuje nam mądrego jednolitego systemu nauczania, który określałby nie tylko czego, ale również w jaki sposób należy uczyć. Znów wrócę do Ameryki. System nauczania w USA jest niezwykle poukładany. Dokładnie wiadomo, czego nauczyciel ma nauczyć na każdym poziomie edukacji. Co więcej, wiadomo, jakich narzędzi edukacyjnych ma do tego celu użyć.


Od wielu osób w Polsce, szczególnie tych, którzy nigdy w Stanach nie byli słyszałam, że amerykańskie szkoły są na niskim poziomie, a sami Amerykanie nic nie wiedzą. Zawsze wtedy zadaję pytanie: jak to się w takim razie dzieje, że to nie gdzie indziej tylko w Ameryce są najlepsze na świecie uniwersytety i to właśnie nie kto inny jak Amerykanie mają największą liczbę noblistów…?



Podziel się
oceń
37
5

komentarze (6) | dodaj komentarz

  • dodano: 05 stycznia 2013 9:49

    Jakiś czas temu byłam w Vancouver(Canada),Cudne miejsce!!!
    Gdy Tylko wróciłam i zobaczyłam podejście Polaków a Kanadyjczyków do Życia jest to ogromna Różnica....dużo by Tu opisywać..nawiązując do tematu SZKOŁA to jest naprawdę Problem w Polsce..Dzieci są aroganckie,co jedno to lepsze (za sprawa rodziców bogatych również Choć nie wszyscy...młode dziewczyny które zamiast wynieść coś z lekcji..wola myśleć jak to się upodobać kolejnemu koledze!!!!!

    autor Madzia

    blog: kingarusin.blog.pl

  • dodano: 03 stycznia 2013 23:20

    Kinga, I've enjoyed reading this article and I totally agree with you! I'm not an American but during the 12 years I've lived here, I've often heard how stupid Americans are and how much the Polish education system is so much better (than everywhere else for that matter).
    I'm a language teacher and mother of 4 and I must say that I find the Polish system lacking in all the ways you've mentioned and worry about my children really. They are half-Polish, born here and attend private schools but there's so much pressure to acquire knowledge that they already hate going to school! That's such a pity :-(.
    I love living in Poland; there's a lot to admire here. Unfortunately, the school system is not on the list of things I'd recommend.
    Thanks for bringing this to light and Happy New Year!

    autor Jampolish1

  • dodano: 03 stycznia 2013 22:26

    Zgadzam się całkowicie, mądra wypowiedź.

    autor Zosia

  • dodano: 03 stycznia 2013 20:07

    Ci nobliści z Ameryki to najczęściej nie rodowici amerykanie, tylko osoby innych narodowości, którym własny kraj nie stworzył możliwości do odkryć a Ameryka i owszem. Artykuł bardzo ciekawy, warto-by jeszcze porównać system edukacji norweski, uchodzący za najlepszy ;)

    autor Ula

  • dodano: 31 grudnia 2012 0:37

    Mało ciekawy blog
    za dużo "gadaniny" o niczym
    ale lubię Panią więc będę zaglądac

    autor Kate

komentarze (6) | dodaj komentarz

środa, 24 maja 2017

Licznik odwiedzin:  2 090 910  

FACEBOOK



INSTAGRAM

instagram.com/kingarusin




TWITTER

Video Prywatne

rozwin zwin