Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 120 059 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O mnie

Dziennikarka, współwłaścicielka firmy produkującej naturalne kosmetyki Pat&Rub by Kinga Rusin ale przede wszystkim mama dwóch dziewczynek, Poli i Igi. Zadebiutowała jako spikerka w Programie Pierwszym TVP. W swoim zawodowym życiu przeprowadzała wywiady ze znanymi ludźmi, robiła reportaże, felietony i materiały newsowe, pisała artykuły do gazet, była korespondentem radiowym. Przez cztery lata mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Od 1998 roku związana z telewizją TVN, gdzie w parze z Bartoszem Węglarczykiem współprowadzi weekendowe wydania programu Dzień Dobry TVN.

O moim bloogu

Będę pisać o wszystkim co mnie zastanawia, bulwersuje, wzrusza i inspiruje

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Kategoria: MOJE WYWIADY

LIBESKIND

środa, 11 września 2013 18:43

 

World Trade Center to największy i najlepiej zorganizowany plac budowy na świecie. Miejsce absolutnie symboliczne, gdzie Amerykanie pokazują, że nie da się ich zastraszyć ani zniszczyć. Władze Nowego Jorku nie wahały się ani chwili podejmując decyzję  o odbudowie największego centrum światowego handlu. To teraz symbol zwycięstwa i potęgi. Przedsięwzięcie jest gigantyczne i już  prawie na ukończeniu. Jestem w Nowym Jorku regularnie i za każdym razem przecieram oczy ze zdumienia widząc postęp prac. Jeszcze jeden budynek i w zasadzie po zniszczeniach z 11 września 2001 roku nie będzie śladu.

 

Mózgiem operacji jest wielki wizjoner architektury Daniel Libeskind. To jemu powierzono całą koncepcję odbudowy. To, jak sam mówi jego dzieło życia. I jest to dzieło imponujące. Każdy budynek, ulica, park, placyk, ciągi komunikacyjne mają  poza funkcją praktyczną również wymiar symboliczny. Przypominają o tragedii i pokazują siłę supermocarstwa. Bardzo amerykańskie..

 

O spotkaniu z Danielem Libeskindem marzyłam od momentu kiedy wygrał konkurs na nowe WTC. Udało się dopiero w kwietniu tego roku. To teraz na pewno najbardziej zapracowany architekt na świecie.

 

Jego historia jest niesamowita: z Łodzi, przez Izrael i nowojorski Brooklyn do Panteonu światowych architektów!

 

Daniel Libeskind urodził się Polsce, wyemigrował z rodzicami w wieku 11 lat. Języka polskiego nie zapomniał jednak do dziś, choć już od bardzo dawna się nim nie posługuje. W jego firmie powstaje obecnie 40 różnych projektów architektonicznych, każdy realizowany w innym miejscu na świecie. Libeskind zaprosił mnie do swojej pracowni, która mieści się dwie przecznice od World Trade Center. Na wywiad miał zarezerwowane pół godziny, ale w sumie spędziliśmy razem ponad dwie.

 

Dlaczego wirtuoz akordeonu, zwycięzca światowych konkursów muzycznych i stypendysta najlepszych akademii usiadł do deski kreślarskiej? Twierdzi, że granie w pewnym momencie po prostu mu się znudziło. Jako nastolatek miał już za sobą zwycięstwo w prestiżowym konkursie muzycznym młodych talentów, gdzie zostawił w tyle samego Itzchaka Perlmana (dziś wybitnego skrzypka), oraz występy w nowojorskiej Covent Garden. Doszedł więc do wniosku, że właściwie, jeśli chodzi o muzykę osiągnął wystarczająco dużo. Wyzwaniem i pasją okazała się matematyka. To z miłości do niej narodziła się ostatecznie myśl o architekturze.

 

2.jpg

 

Uwielbiam, w moich amerykańskich rozmówcach to, że jeśli już godzą się na rozmowę to nigdy nie zawodzą. Zawsze można liczyć na pełną współpracę. Libeskind, zgodnie z tą zasadą był otwarty i bardzo rozmowny. Nie uciekał od żadnego wątku począwszy od antysemityzmu, przez zawodową zawiść, na prywatnym życiu kończąc.

 

W swojej pracowni, gdzie zatrudnia kilkudziesięciu architektów z całego świata jest prawdziwym guru. To się czuje na każdym kroku, w każdym spojrzeniu i w każdym „good morning Mr. Libeskind”, które padało, kiedy oprowadzał nas po biurze. To co tam panuje jest kwintesencją artystycznego nieładu. Wszędzie szkice, makiety, drewniane i papierowe konstrukcje, prawdziwa atmosfera twórczej pracy. No i prawdziwa Wieża Babel, bo, jak przyznał Libeskind „geniusz nie zna granic”, więc dla niego nie ma znaczenia, kto skąd jest byle miał talent i chęci do działania

 

W tym tyglu ktoś jednak musi kontrolować sytuację i mieć głowę na karku, a nie w chmurach. W przypadku Libeskinda potwierdza się stara prawda, że za każdym sukcesem mężczyzny stoi kobieta. Żona Daniela, jest mózgiem operacyjnym firmy, choć sama z architekturą nie ma nic wspólnego. Podobnie jak dzieci Libeskindów, które wybrały inne drogi, chociaż jeden z synów prowadzi filię firmy ojca w Berlinie.

 

Libeskind jest architektem wizjonerem i na tym głównie opiera się jego wielkość. Swój pierwszy projekt ukończył, kiedy był już po 50-tce. „Architekt musi dojrzeć. Jak dobre wino” – tłumaczył mi. Dlatego przez całe lata był teoretykiem. Przełomowym momentem w jego karierze był projekt Muzeum Żydów w Berlinie. Dla niego miał on dodatkowo wymiar symboliczny, on – Żyd, którego większa część rodziny zginęła w czasie Holocaustu, projektuje symboliczne muzeum w niemieckiej stolicy.

 

Prawdziwa światowa sława spadła jednak na niego wraz ze zwycięstwem w konkursie do którego przystąpił cały architektoniczny świat. Nie było chyba liczącej się pracowni, która by w nim nie wystartowała. Libeskind zdeklasował konkurentów i został twórcą nowej wizji World Trade Center, centrum światowego handlu, doszczętnie zniszczonego podczas zamachu terrorystycznego 11 września 2001 roku.

 

1.jpg

 

Libeskind jest architektem starej daty. Pracuje, przynajmniej na początkowym etapie przy desce kreślarskiej, robi mnóstwo odręcznych szkiców, przelewa swoje wizje na papier. Taki pierwszy szkic odbudowy Ground Zero wisi na honorowym miejscu w jego biurze.

 

Więcej w moim reportażu z nowojorskiej pracowni Libeskinda

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
51
38

komentarze (12) | dodaj komentarz

  • dodano: 10 lutego 2014 10:47

    Pani Kingo, nie przejmuj się oponą, mądrych inaczej nie brakuje:) mnie na trzeciego wymijał na drodze, Tak bywa:) Ma Pani wiele talentów, dziękuję za tyle dobra i uśmiechu.

    autor n

  • dodano: 10 lutego 2014 9:57

    Pani Kingo jest Pani piękną i fantastyczną kobietą podkochuję się w Pani do dziś :P

    autor Politykainaczej.bloog.pl

  • dodano: 09 lutego 2014 14:01

    Pani Kinguniu, niech MOC i światło piękna i dobra będzie z Panią

    autor :)

  • dodano: 04 lutego 2014 16:20

    Pozdrawiam i zapraszam do siebię..

    autor Pożyczki online dla każdego

    blog: http://www.chwilowki-ok.pl/

  • dodano: 04 lutego 2014 16:17

    Jestem Pani wielbicielem. Nikt nie ma takiego stylu i piękna w sobie. Uwielbiam Patrzeć sie na Pani zaangażowanie w każdą rozmowę.

    autor Pożyczki online dla każdego

    blog: http://www.chwilowki-ok.pl/

komentarze (12) | dodaj komentarz

Kategoria: MOJE WYWIADY

Oscar Pistorius

niedziela, 25 sierpnia 2013 22:07

Dokładnie rok temu, dzień przed memoriałem Kamili Skolimowskiej, spotkałam się w warszawskich Łazienkach Królewskich z Oscarem Pistoriusem. Rozmawialiśmy o sporcie, niepełnosprawności, wyzwaniach w codziennym życiu i na bieżni. Choć od razu podkreślił, że nie lubi osobistych pytań, zapytałam go o jego dziewczynę...

 

Tuż po historycznym występie na olimpiadzie w Londynie był bohaterem, gwiazdą lekkoatletyki. Jakże inny wizerunek ma dziś Pistorius... W zeszłym tygodniu podano datę rozpoczęcia procesu, w którym jest oskarżony o zabójstwo narzeczonej. On sam mówi o nieszczęśliwym wypadku. W październiku poznamy jego linię obrony.

 

 

Wpis z dnia 18.08.2012

 

Poznajecie tego sportowca?

 

zdjecie-12.jpg

 

Nie trzeba się jakoś specjalnie interesować sportem, żeby znać jego nazwisko, bo Oscar Pistorius, pomimo swoich zaledwie 26 lat to już żywa legenda. W Londynie, w półfinale biegu na 400 metrów zajął wprawdzie ostatnie miejsce, ale to właśnie od niego chciał dostać koszulkę startową późniejszy triumfator na tym dystansie Kirani James. – Myślisz, że mógłby wystawić tę Twoją koszulkę na aukcję – zapytałam Oscara Pistoriusa w Warszawie, trochę ponad tydzień po tym wydarzeniu. – No chyba nie –  zaśmiał się – Kirani to dobry chłopak i przyjaciel, pewnie chciał mi tylko sprawić przyjemność. Nie wydaje mi się, żeby chodziło tylko o to. Wprawdzie Kirani James wywalczył olimpijskie złoto, ale to o Pistoriusie trąbiły wszystkie media. W końcu to on jako pierwszy niepełnosprawny sportowiec wystąpił na olimpiadzie w rywalizacji z pełnosprawnymi biegaczami. Jego koszulka to cenny nabytek, za który wiele by dało niejedno muzeum sportu. Pistorius udzielił nieskończonej ilości wywiadów, przed olimpiadą, w jej trakcie i po niej. Bez przerwy musiał odpowiadać na dziesiątki takich samych, albo podobnych pytań –  jak to jest być pełnosprawnym niepełnosprawnym, jak do tego doszedł, co sądzi o kontrowersjach na temat jego protez itd. Bardzo byłam ciekawa jaki jest w bezpośrednim kontakcie, tym bardziej, że słyszałam, że powoli ma już dosyć, a jeden z wywiadów (dla radia BBC ) po prostu przerwał, bo poczuł się urażony pytaniem. Bez wahania skróciłam długi weekend na Mazurach i wróciłam do Warszawy, kiedy dowiedziałam się, że wywiad dla Dzień Dobry TVN ma być jedynym, którego udzieli polskim mediom (poza konferencją prasową). Nie żałuję! Oskar nie tylko zgodził się ze mną pobiegać, ale udzielił też bardzo szczerego wywiadu, który może być inspiracją dla wszystkich, zarówno niepełnosprawnych jak i pełnosprawnych.

 

zdjecie-1-kopia1.jpg

 

Oczywiście, każdy polski rodzic niepełnosprawnego dziecka, które tak jak Oscar Pistorius urodziło się z deformacją, bądź też straciło nogi odpowie od razu, że „niemożliwe” jest w Polsce bardziej niemożliwe niż na przykład w RPA, skąd Pistorius pochodzi. Jego rodzice, po konsultacji z lekarzami podjęli decyzję o amputacji poniżej kolan obu zdeformowanych nóg Oscara, gdy ten miał zaledwie 11 miesięcy, ale wychowywali go tak, jak jego starszego brata, starając się nie zwracać szczególnej uwagi na jego ułomność. Oscar chodził po drzewach i szalał z kolegami zużywając po kilka protez w miesiącu. No właśnie… Skąd je miał…? Otóż dostawał, bo tak to w RPA wygląda. Miał więc szansę normalnie się rozwijać, grać w tenisa, piłkę wodną a nawet w rugby! Opowiadał mi ze śmiechem, o tym, jak podczas jednego z meczy zgubił swoją „nogę”. Aż trudno uwierzyć, ale on naprawdę wydaje się nic sobie ze swojej niepełnosprawności nie robić. Bardzo podobało mi się jedno zdanie, które wielokrotnie powtarza, że ludzie traktują nas tak, jak my traktujemy siebie, a ponieważ on nigdy nie uważał się za osobę niepełnosprawną więc w jego najbliższym otoczeniu nie był to jakiś wielki problem. Pistoriusowi przyznano oficjalnie prawo do startów w zawodach sportowych, w tym olimpijskich w 2008 roku, choć towarzyszyło temu wiele kontrowersji związanych z technicznymi możliwościami specjalnych protez z włókna węglowego, których używa. Oscar zakwalifikował się do Londynu, nie pobił tam rekordu, ale za to jako pierwszy w historii niepełnosprawny sportowiec wystąpił nie tylko na samych igrzyskach, ale również w olimpijskim finale (bieg sztafetowy na 400 m.). Niezwykła postać, pozytywny człowiek, nic dziwnego, że na jego cześć wiwatowały tłumy kibiców w Londynie. Jak napisała jedna z brytyjskich gazet: takiej histerii nie widziano tam od czasów Beatlesów… Jakie emocje wzbudzi występ Oscara Pistoriusa podczas memoriału Kamili Skolimowskiej zobaczymy jutro (w niedzielę 19-go sierpnia).

 

zdjecie-21.jpg

 

http://kingarusin.bloog.pl/id,332661185,title,OSCAR-P,index.html


Podziel się
oceń
39
44

komentarze (6) | dodaj komentarz

  • dodano: 28 stycznia 2014 3:35

    Ale poc wogole te osądy , przecież nie wiadomo jak było naprawde! A nie każdy gada ze juz potwór

    autor Marys

    blog: http://www.aloevera.net.pl

  • dodano: 19 listopada 2013 0:25

    Witam. Pragnę zwrócić się do osób, które tak łatwo skreśliły Oscara. Wiem, że trudno Wam uwierzyć, że ten człowiek jest niewinny, ale nie jest on jeszcze osądzony. Może poczekajmy aż sąd wyda wyrok, w którym stwierdzi, że Pistorius z premedytacją zabił swoją dziewczynę. Cierpliwości kochani, cierpliwości. Pozdrawiam ;)

    autor o.m.a

  • dodano: 08 listopada 2013 16:03

    Trochę bezsensu zachwyt skoro jest oskarżony o taki potworny czyn :/ Dziwię się, że ten wpis powstał.

    autor tychy

    blog: http://kebab.tychy.pl

  • dodano: 27 września 2013 14:05

    Fajnie

    autor ja

    blog: dobryczlowiek.blog.pl

  • dodano: 25 września 2013 19:43

    Nie powinniśmy nazywać go "mordercą", "psychopatą", ponieważ nie znamy prawdy. Dlaczego tak łatwo nam osądzać, a tak trudno zaakceptować ? Szkoda dziewczyny, ale nie pomyśleliście, że być może on umarł wraz z nią ? Zamiast osądzać proszę o chwilę na zastanowienie, ponieważ zaburzenia psychiczne, problemy z nimi miewają nawet takie osoby, którym w życiu idzie naprawdę nieźle.. a co dopiero mają powiedzieć Ci, którym w rzeczywistości nie jest tak pięknie ? Pozdrawiam,

    autor karolina-zuzanna

    blog: karolina-zuzanna.bloog.pl

komentarze (6) | dodaj komentarz

Kategoria: MOJE WYWIADY

Ostatni wywiad Sławomira Mrożka!

czwartek, 15 sierpnia 2013 18:46

Z wielkim smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci Sławomira Mrożka. Odwiedziłam go w jego mieszkaniu w Nicei nieco ponad rok temu. Nie mogę powiedzieć, że był w dobrej formie. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, bo wiedziałam o jego niechęci do dziennikarzy i wywiadów, fantastycznie współpracował. To był ostatni tak długi wywiad, jakiego udzielił. Zaprosił mnie do domu, pokazał mi wszystkie swoje ulubione miejsca w Nicei, która przez ostatnie lata była jego miejscem na ziemi. Był bardzo refleksyjny i dużo mówił o przemijaniu. W pewnym momencie stwierdził nawet, z wielkim spokojem, że czuje iż jego czas się kończy.

Mimo protestów jego żony Susany wypiliśmy lampkę szampana, siedząc w restauracji na dachu jednego z nadmorskich hoteli. Pił wolno i uśmiechał się sam do siebie. Powiedział wtedy tylko jedno zdanie: "Teraz jest mi dobrze". 

Odszedł niesamowity człowiek, wielki twórca. Pozostały jego dzieła.

 

 

Wpis z dnia 15.03.2012

"Śniadanie z Mistrzem"

To było wielkie przeżycie ale też niemałe wyzwanie. Wejść do czyjegoś domu, do królestwa prywatności, gdzie gości określony porządek i bardzo pożądana rutyna. Ustawić statyw, włączyć kamery, zadawać pytania i czekać na odpowiedzi od kogoś kto, jak sam mówi, wszystko co chciał powiedzieć już dawno napisał. W tym mieszkaniu czas biegnie inaczej, nikt się nie spieszy, za niczym nie goni, tu lubi się ciszę, w salonie nie ma ani telewizora ani nawet radia, a gospodarz nie używa komputera. Sławomir Mrożek niczego nie zbiera, nie kupuje pamiątek, w domu nie ma swoich zdjęć dokumentujących chociażby jego dotychczasowe „ojczyzny”. Kiedy decydował się zmieniać miejsce zamieszkania, a robił to wiele razy, właściwie wszystko zostawiał. Zamykał przeszłość, otwierał przyszłość. Wyjątkiem była przeprowadzka z Meksyku do Krakowa w 1996 roku. Wieźliśmy ze sobą wielki kontener – wspomina Mrożek. Prawie same książki – kwituje jego żona Susana – a chciałam tam upchnąć dużo więcej. Najważniejsze było bezpieczne miejsce dla rękopisów, no i musiał się zmieścić mały taborecik, pochodzący jeszcze ze starego mieszkania w Paryżu. Dlaczego akurat on – pytam Mrożka. Bo ma dobry rozmiar – słyszę w odpowiedzi. Sławomir Mrożek ma prawie 82 lata i za sobą kilka ciężkich chorób. Parę razy ledwo uszedł z życiem. W Meksyku, kiedy miał bardzo poważne problemy z sercem i później w Polsce, kiedy dostał wylewu. Skutkiem wylewu była afazja czyli całkowita utrata zdolności mówienia i pisania. Jednak jakimś cudem z tego wyszedł. „Przypomniał” sobie nie tylko polski ale też inne języki, którymi biegle władał. Kiedy jednak zamawia nam śniadanie w maleńkiej kafejce, kilka przecznic od jego nicejskiego mieszkania, nagle milknie. Patrząc się na mnie usprawiedliwiająco mówi tylko: „To afazja, czasami nadal nie pamiętam słów po francusku…”.

 

 

Z kawiarni idziemy na spacer w kierunku nadmorskiej promenady. Spacery to część jego codziennej rutyny. Będę chodził dopóki będę mógł – mówi mi i idzie, całkiem dziarsko, podpierając się tylko od czasu do czasu laską. Mijamy uroczy park: pięknie tu – zauważam – pewnie często tu Pan przychodzi? Nigdy tu nie byłem – odpowiada krótko. Dlaczego – dziwię się głośno. On: Bo tu można spotkać starych ludzi, a oni lubią dużo gadać. Ja: Czasami starsi ludzie mają do opowiedzenia wiele ciekawych rzeczy. On: Ciekawe rzeczy to ja sobie sam wymyślam – cały Mrożek, jak z jego dramatów, ostre, prawdziwe i ironiczne. Sławomir Mrożek nie chce rozmawiać o swojej twórczości, mówi, że to już go męczy. Susana zdradza mi jednak po cichu, o czym jest jego najnowsza sztuka: o miłości i seksie… Ale nie myślcie, że nie ma w niej mrożkowej filozofii – dodaje szybko. Kiedy pytam o tę sztukę Mistrza mówi tylko – zapewniam, że nic już więcej nie napiszę, to będzie ostatnie. Dzień kończymy na dachu hotelu Meridien, w kawiarni z widokiem na morze i Niceę. Miejsce wybrała Susana. Nikt tak jak ona nie wie, co może się Mrożkowi podobać. Zamawiamy po kieliszku szampana. Nigdy tu wcześniej nie byłem – Sławomir Mrożek wygodnie rozpiera się na kanapie i kompletnie wyłącza z naszej rozmowy pozwalając mówić Susanie, co ona akurat robi z nieskrywaną przyjemnością. Włącza się tylko raz: Teraz marzę – mówi z błogim uśmiechem i znów milknie…

 

 

http://kingarusin.bloog.pl/id,332654172,title,Sniadanie-z-Mistrzem,index.html


Podziel się
oceń
32
31

komentarze (7) | dodaj komentarz

  • dodano: 13 stycznia 2014 11:10

    Mnie najbardziej przeraża fakt, że kiedyś taka znakomita postać może odejść w zapomnienie. Pracując z młodzieżą, i to nie tylko z klas gimnazjalnych ale także z liceum, zdarzyło mi się wspomnieć o Mrożku... i usłyszeć pytania - "Kim on był?". To przerażające i smutne zarazem.

    autor Marta

    blog: http://www.teenzone.pl/

  • dodano: 05 września 2013 21:48

    zgadzam się z przedmowcą. Pani Kiniu podziwiam Pani urode i profesjonalizm. Jest Pani sliczna Madame <3333

    autor maselo95

  • dodano: 05 września 2013 10:40

    Kinga , ale miałaś farta, żeby "otrzeć się" o TAKĄ osobowość. Zazdroszczę ;) i dziękuję za zamieszczenie wywiadu , bo DDTVN nie oglądam.
    Szukam natchnienia i motywacji, a jako, że już parę lat temu wybrałam nick Moniza Clavier, bo tajemnicza, abstrakcyjna i z dobrym rodowodem ;). Dlatego teraz w tych smutnych żałobnych chwilach wszelkie "ślady" Mistrza są dobrym argumentem, żeby sobie przypomnieć o nim i jego talencie.
    "Płomień rozgryzie malowane dzieje, skarby mieczowi spustoszą złodzieje, PIEŚŃ ujdzie cało". Wychowałam się na Mrożku i Monty Pythonie: nie ma to jak, dorastać w dobrym towarzystwie ;).
    pozdrowionka

    autor Moniza

  • dodano: 25 sierpnia 2013 13:13

    Czasem ludzi można dobrze poznać dopiero po szczerej rozmowie ......

    autor Twój Sekret

    blog: https://www.facebook.com/twoj.sekret.3

  • dodano: 18 sierpnia 2013 10:46

    Wlasnie obejrzalam poranny TVN... Wzruszylam sie... Pozdrawiam.

    autor Nina

    blog: http://aumjoga.blogspot.co.uk/

komentarze (7) | dodaj komentarz

Kategoria: MOJE WYWIADY

To jest dopiero SENSACJA!!!

poniedziałek, 12 sierpnia 2013 9:38

W czasie kiedy leżąc na plaży lub smażąc się na ulicach miast zastanawiamy się czy przeżyjemy historyczne upały nie zauważyłam ani jednego artykułu, ani jednej wzmianki, ani nawet zająknięcia się o tym, o czym nie tylko powinniśmy mówić głośno, ale również z czego mamy pełne prawo być naprawdę dumni. Potrafimy koncertowo narzekać, wypominać, utyskiwać, obśmiewać ale zdecydowanie rzadziej chwalimy, gratulujemy, cieszymy się z sukcesów innych. A tym razem sukces jest ogromny, wydarzenie bez precedensu a skala międzynarodowa. 

 

23. września nowy sezon w Metropolitan Opera otworzy aż DWÓCH POLSKICH ŚPIEWAKÓW, Piotr Beczała (tenor) i Mariusz Kwiecień (baryton). Razem z wielką diwą, Anną Netrebko wystąpią w nowej inscenizacji Eugeniusza Onegina.

 

Metropolitan Opera to dla śpiewaków Olimp. Tu występują tylko najlepsi z nich. To stąd na cały świat transmitowane są najwybitniejsze operowe dzieła w najlepszych obsadach. Polacy od jakiegoś czasu poczynają sobie w Nowym Jorku coraz odważniej. To właśnie z Polski pochodzi największa liczba zakontraktowanych przez MET i to na długie lata solistów. Poza Kwietniem i Beczałą występują tu też regularnie Aleksandra Kurzak i Andrzej Dobber.

 

Kilka lat temu przeczytałam w New York Timesie artykuł o Polakach, którzy rządzą w Met. Mariusza Kwietnia jeden z najlepszych krytyków operowych nazwał wtedy Polish Prince of the Opera (polski książę opery). Postanowiłam wtedy poznać Mariusza i umówiłam się z nim w Nowym Jorku. Mariusz pomógł nam wejść z kamerą za kulisy MET, widzieliśmy miejsca, których zwykły śmiertelnik, nawet największy fan opery raczej nie widzi. Dopełnieniem spotkania był lunch, który zjedliśmy w kultowej restauracji, w której jedzą wszyscy wielcy śpiewacy koncertujący w Nowym Jorku. Byłam w szoku, kiedy menadżer witając się z Mariuszem, przykląkł na jedno kolano i w nieco teatralnym geście wyszeptał "Maestro to dla nas zaszczyt". Operowy świat rządzi się swoimi prawami również poza sceną ;).

 

Miałam wielką przyjemność i zaszczyt przeprowadzać jeszcze wywiady z Aleksandrą Kurzak, z Andrzejem Dobberem i Piotrem Beczałą. Cieszę się, że udało się im dostać na operowy szczyt. Mam nadzieję, że ich nazwiska będą wymieniane razem z takimi sławami jak Pavarotti, Domingo czy Carreras. Z tej Wielkiej Trójcy nie zdążyłam porozmawiać tylko z Pavarottim. Domingo i Carreras pomimo całej towarzyszącej im gwiazdorskiej otoczki i opinii kapryśnych gwiazdorów okazali się, jak to zwykle bywa fantastycznymi i super ciekawymi rozmówcami.

 


Podziel się
oceń
25
16

komentarze (1) | dodaj komentarz

  • dodano: 06 stycznia 2014 10:14

    to bardzo miłe widzieć jak gwiazdy światowego formatu są calkowicie normalne i można z nimi pogadać na każdy temat... niektórym woda sodowa nie uderzyła do głowy lub po prostu wiedzą kim są, mają świadomość swojej popularności i to im wystarcza... nie musza się z tym obnosić jak niektóre pseudogwiazdki branży muzycznej. Bardzo cenie sobie muzykę operową i poważna - świetne wywiady po raz kolejny Pani Kingo. Pozdrawiam :-)

    autor Jarek

    blog: http://www.pantofle-karpaty.pl

  • dodano: 14 sierpnia 2013 7:36

    Witam,
    Ciekawe wywiady. Aleksandrę Kurzak cenię za piękny głos, mam jej trzy płyty. Sama Pani Aleksandra jak czytałam jest trudnym rozmówcą dla dziennikarzy, tym bardziej jest to cenne że udało się Pani nawiązać z nią dobry kontakt.
    Natomiast Jose Carreras z niego bije skromność, ciepło, pozytywna energia i ma klasę w tym jak mówi o poprzednich miłościach
    pozdrawiam

    autor dobrycoach

    blog: DOBRYCOACH.BLOOG.PL

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kategoria: MOJE WYWIADY

Juliette Binoche i Celine Dion

poniedziałek, 15 lipca 2013 13:05

Z okazji wczorajszego francuskiego święta Zdobycia Bastylii - czasu największego fetowania w kraju nad Sekwaną - dwa wywiady z francuskim smaczkiem. Juliette Binoche - to rodowita Paryżanka. Celine Dion jest wprawdzie Kanadyjką, ale pochodzi z francuskojęzycznej części tego kraju i to w języku Victora Hugo odniosła pierwsze sukcesy. I jest pierwszą Kanadyjką, która (dokładnie 30 lat temu) dostała Złotą Płytę we Francji. Obie panie łączy wdzięk, czar i inteligencja. Obie są też fantastycznymi rozmówczyniami, z każdą z nich nawiązałam doskonały kontakt. Te dwa wywiady, to chyba moje ulubione spośród wszystkich, jakie przeprowadziłam...

 

 


Podziel się
oceń
91
29

komentarze (13) | dodaj komentarz

  • dodano: 15 stycznia 2014 12:02

    Ładnie.

    autor Bloger

    blog: poland7.pl

  • dodano: 02 października 2013 15:15

    Ciekawe wywiady i można poznać ciekawych ludzi ;]

    autor zbyszekzbog

    blog: http://www.dedietrich-kotly.pl/mcr24/

  • dodano: 17 sierpnia 2013 9:55

    hahaha

    autor as

  • dodano: 10 sierpnia 2013 20:45

    Interesujące wywiady, szkoda, że takie krótkie... Podzielam opinie "przedpisców" o autorskim programie

    autor jo

  • dodano: 07 sierpnia 2013 23:18

    Wszystkie wywiady to rewelka ;))). A kiedy będzie wywiad z Obamą??? Pozdrawiam

    autor Polka Kilo

    blog: www.polkalightflow.blogspot.com

komentarze (13) | dodaj komentarz

środa, 1 października 2014

Licznik odwiedzin:  1 716 155  

FACEBOOK



INSTAGRAM

instagram.com/kingarusin




TWITTER

Video Prywatne

rozwin zwin